Papa 🇪🇸

Dziś nie będzie o mnie czy moim dziecku ale o mojej drugiej połówce i Tacie który jest Hiszpanem. Instytucja małżeństwa nigdy do mnie nie przemawiała dlatego jeszcze się nie hajtnęłam ale nie twierdzę że tego nie zrobię:). Mama mnie wychowywała sama a tatusiowie w tamtych czasach byli jacy byli. Od nastolatki miałam w sobie poczucie wolności której za wszelką cenę nie chciałam utracić. Zawsze samodzielna, nie wyobrażałam sobie przekazać odpowiedzialności za mnie komuś, aby ktoś coś decydował a ja mam się podporządkować (tak zwany kompromis dla wielu). Do wieku 26 lat kiedy to wyjechałam do Hiszpanii nie byłam w żadnym długim związku, (być może unikałam go widząc wtedy na czym to polega), to nie było moim priorytetem.

W Hiszpanii odkryłam całkowicie odmienny stosunek do spraw damsko męskich. Oczywiście, że pary pobierają się że sobą, ale istnieje (bo dziś w PL mam wrażenie że też zagościło w większości związków) tam równouprawnienie. Kobieta ma bardzo dużo do powiedzenia, ale tak naprawdę to nie musi bo jest przyjęty ogólnie liberalizm. Tak mi się to spodobało:) Następnie klimat, pogodne usposobienie i ten luz sprawiły że zakochałam się nie raz:) Nikt nikogo do niczego nie nakłania czy nie oczekuje od swojej połówki poświęcenia, to leży tylko i wyłącznie w rękach drugiego ile jest w stanie dać czy poświęcić i właśnie swoją postawą udowadnia na ile mu zależy. To się tyczy również innych związków np. z rodzicami czy z dziećmi. Oczywiście do pewnego stopnia, bo swojego partnera musiałam nakłonić do sprzątania;)

Każdy jest osobną jednostką i ma własną wolę która jest święta. Taki związek mi odpowiadał i czułam się związana całkowicie zachowując swoją indywidualność. I tak jest do dziś. On robi swoje a ja swoje. Dziś jest w Niemczech i choć nie bardzo mi się podobało że wyjeżdża bo zostałam sama z dzieckiem, nawet nie chodziło o kasę, ale nie mogłam mu tego zabronić i nawet popieram go w robieniu kariery i jego rozwój do ustalonego obopólnie momentu. Spotkałam się z opinią typu: „Ja bym nie puściła”, ale dla mnie trzymanie na siłę co nie ma nic wspólnego z miłością. Czy miłość to nie właśnie pozwalanie na rozwijanie skrzydeł a nie na ich podcinaniu. W końcu kiedy ja będę musiała poświęcić czas na własną karierę wiem, że będę mogła na niego liczyć. Zresztą chciałam i otworzyłam własną działalność i on mnie wspiera choć wolałby abyśmy były z nim, ale szanuje moją decyzję i akceptuje, w końcu się połączymy, bo wszystko ma rozwiązania trzeba tylko szukać.

Czas z niemowlakiem super sobie dzieliliśmy, zawsze codziennie miałam te 2 godziny dla siebie, to samo z gotowaniem czy dzieleniem obowiązków. Chcę wyjechać sama, iść na imprezę, ogólnie zrobić coś sama nie ma problemu. Bo my dorośli ludzie, którzy zdecydowali się być razem nie rezygnujemy z własnych potrzeb, każdy ma szacunek do „przestrzeni drugiego” i w ogóle do siebie nawzajem. Dla mnie właśnie taka miłość jest najodpowiedniejsza. Ale nie pomyślcie, że jestem taka olewająca czy naiwna we wszystkim, no nie, w końcu polką jestem:) Jak coś mi się nie podoba to mówię i szukamy rozwiązania, w drugą stronę też tak działa. Myślę, że samo mieszkanie razem i ciągłe przebywanie że sobą nie jest najzdrowsze dla naszego związku, bo obydwoje jesteśmy tacy, że musimy mieć własną przestrzeń. Zresztą każdy związek potrzebuje zmian. Oczywiście, teraz gdy jest córeczka to spędzanie czasu ma inny wymiar, bo teraz to jest dzielenie obowiązków ale też staramy się mieć te własne chwilę, ja np wychodzę sama na spacer a on na trening. Jest dużo tolerancji w naszym związku, niektórzy tego nie rozumieją np. w mojej rodzinie. Nie obchodzi go co robię że swoimi środkami a gdy mam potrzebę zawsze mnie wspomaga. Dziś jesteśmy na odległość i ta sytuacja jest przejściowa i tylko trochę przeszkadza mi to, że to ja właśnie muszę zająć się dzieckiem sama. Każde spotkanie jest gorętsze, mamy czas do zatęsknienia, co po wspólnym mieszkaniu kiedy wpadliśmy w monotonię i rutynę jest ciekawą odmianą. Jak zawsze w złej sytuacji należy dostrzegać pozytywy:) Jestem bardzo zadowolona z tego jak zmieniło mi się postrzeganie świata za granicą, jaka zrobiłam się tolerancyjna, olewam dużo, oczekuję więcej od siebie niż od innych, ale też nie daję się wykorzystywać. Jeszcze przed porodem wiedziałam że będzie z niego wspaniały ojciec spędzał mnóstwo czasu z małą siostrzenicą na zabawach, wygłupach itd. Dziś jest cudownym ojcem, a mała za nim szaleje i to mnie bardzo cieszy, bo nawet jakby nasza historia kiedyś się skończyła córeczka będzie miała super tatę i za to go kocham 😍

Opublikowano Późne macierzyństwo

Uwielbiam polskie morze

Cześć Mamusie. My nad morzem w Pobierowie. Przyznam że pierwszy raz tu i jestem zachwycona! Miejscowość rozciąga się w większości w sosnowym lesie, tylko centrum jest mocniej zabudowane. Mamy apartament blisko morza 150m. Dwa pierwsze dni trochę padało ale dziś jest słońce i ponad 20°C. Na terenie gdzie wynajmujemy są atrakcje dla dzieci a i dzieci  nie brakuje. Córa jest zachwycona bo ma z kim się bawić. Ja zawsze nad naszym morzem czuje się świetnie..a z dzieckiem 2,5letnim już jest inaczej niż 1,5letnim, bo bawi się z innymi, biega z nimi i spokojnie można siedzieć i obserwować.

Kocham to powietrze, tę bryzę, nawet gdy temperatura jest mniejsza niż 25°C. Pamiętam że już jako nastolatka i troszkę później jeździłyśmy z grupką koleżanek co roku do Mielna czy Łebu aby poszaleć! Odpocząć i pobawić się. Pracowałam w sezonie na to aby jechać i czekałam cały rok. Nikt mi nie dawał kasy, musiałam sama zarobić i odmawiałam sobie codziennych przyjemności. To zawsze był wyjazd roku i upragnione wakacje. Jechaliśmy 8 godzin pociągiem z Warszawy. Tą trasę dziś samochodem można zrobić w 4 godziny. Podróż z Krakowa była długa bo 8 godzin, ale córka dała radę. Bałam się trochę tłumów bo słyszałam że wszyscy ruszyli nad morze po kwarantannie, ale tłumów nie ma. Dużo pensjonatów ma wywieszone „wolne pokoje” jest tak w sam raz. Jesteśmy blisko granicy z Niemcami i wokoło słychać niemiecki.  Miłą niespodzianką też było że menu troszkę bardziej rozbudowane jak w środkowej części wybrzeża. Można zjeść świeżą sałatkę! Rano gdy mała śpi, schodzę na plażę pojogować i pobiegać na bosaka po plaży.. uczucie cudowne:) Przyjechaliśmy na 5 dni, to nie dużo ale zarazem wystarczająco.. Kuzyn oznajmił mi że w tym roku nie zabiera rodziny nad morze, bo obawia się tłumów na plaży ale tu nie ma tłumów..tylko duży wiatr! I jakoś dobrze się wstrzeliliśmy w ten okres. Wyjechać trzeba, miejsca na plaży starczy dla każdego, gorzej jest w sklepach czy na deptakach w centrum, ale też można omijać jak ktoś się obawia i chodzić „bokiem”. Ja Wam polecam i nakłaniam wręcz bo jak nas zamkną znowu na jesień to szkoda stracić szanse na wakacje. Tymczasem pozdrawiam wszystkie Mamusie i nieMamusie.. z cudownego wybrzeża.. do którego tak chętnie wracam ❤

Dystans na plaży
Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano , , , , | 5 Komentarzy

Nie mogę spać

Jak jest różnica między byciem Matką i partnerką (czy żoną jak kto woli) a byciem singielką.

Z wakacji

Cóż, jedno i drugie ma dobre i złe strony. Ja się przyznaję, że tęsknię często do pobycia samą, aby odciąć się od zawirowań i obowiązków domowych. Gdy byłam sama nie musiałam ani prać ani gotować tak często, ani słuchać krzyków, marudzeń, pisków. Ani sprzątać kup ani organizować życia innym… Byłam ja i święty spokój… Ale.. moja potrzeba do dzielenia życia stała się większa i nie chodzi tu o uzależnienie (tu od partnera) ale o spróbowanie innego życia.. bardziej odpowiedzialnego, kolorowego, zwariowanego, z dzieckiem, moim własnym.. Teraz jest 6 rano a ja od 3h już nie śpię bo mała się kręciła a matczyne ucho słyszy szelest kołdry nawet przez sen!!! I już jak wstałam do łóżeczka to tak nie mogłam zasnąć, a jak zaczęłam zapadać troszkę w sen to kot wskoczył na mnie a teraz partner zaczął chrapać, a mała cały czas sie kręci. Cholerna – myślę sobie a kiedyś spałam spokojnie do 8 – 9h!!! Już jestem zmęczona a przecież dzień się nie zaczął a ja biznes jeszcze rozkręcam! Zmieniłam życie na ciekawsze ale na zajebiście zajęte 🙂 każda godzina jest zaplanowana w moim życiu teraz.. Moja głowa cały czas pracuje ale nie zawodowo, na to może znajdę 2-3 godziny w ciągu doby, ale nad tym co trzeba zrobić w domu i dla małej. Znacie to drogie Mamy: planowanie posiłków, wakacji szukanie ubranek, mebli, pilnowanie aby lodówka nie opustoszała, aby czystych ubrań nie zabrakło, aby było czysto.. itd itd. A gdzie czas na Własne Potrzeby?  Czy aby ich nie macie? I jakie one są? Czy może czasu brak?  Mamo wejrzyj w dusze i posłuchaj czego chce.. I zrób coś dla siebie bo life to coś więcej niż sprawy domowe! – sama sobie też tak mówię i planuje zrobić coś dla siebie bo mam wrażenie że od dawna żyje życiem innych choć przecież to moje życie…Teraz ja, perfekcyjna mama za dużo wymagań stawiam sobie.. Od porządku w domu do tego by córka miała wszystko czego potrzebuje, a sama często wychodzę z nią na spacer bez makijażu, nieraz w kapciach i muszę się wracać, nieraz nieuczesana..nieraz zapomnę  jej picia czy bluzy.. Dobrze że teraz mieszkam na wsi:) Tak tak.. Po prostu nie ogarniam wszystkiego.:) ale polki takie jesteśmy, perfekcyjne, wszystko musi by na tip top: perfekcyjny dom, perfekcyjna mama i żona, tyle że najważniejsze czy Ty się w tym czujesz perfekcyjnie. Czy nie lepiej czasem olać kurz a iść do fryzjera, na spacer, na masaż, na kawkę z koleżanką? Wiem, często łatwo się mówię a raczej pisze ale proszę Was od czasu do czasu zróbcie coś dla siebie.. Aj nieraz tęsknię za życiem bez pośpiechu, krzyków, nerwów.. teraz tylko czekać aż mała będzie duża..

Umówiona byłam na rozmowę kwalifikacyjną do nowego przedszkola i zapomniałam już 2 razy iść.. My Mamy mamy przewalone….To fakt! Pamiętać o wszystkim i jeszcze piękną być:)

Jak już dzieci będą duże pozwolimy sobie na chwilę odetchnienia, relaksu, podróży czy jak kto woli spa.  Życie w rodzinie nie jest usłane różami:)… Kłopoty mieszają się z radością.. Ale takiej radości jaką mam z małą to nigdy nie doznałam, albo doznawałam ale bardzo mało i sporadycznie. Suma sumarum życie jest bardziej obarczone obowiązkami, zmartwieniami, ale i szczęśliwsze, zakręcone i pełne wyzwań 😁

Opublikowano Późne macierzyństwo | 3 Komentarze

Kot też dziecko

Lubię koty i już miałam kilka. Pierwsza kotka pokochała bardziej moją mamę niż mnie bo ja byłam żywotną nastolatką, a jej to przeszkadzało.  Na obczyźnie nie miałam zwierząt nie licząc dwóch złotych rybek, które szybko zdechły, nie wiem do dziś dlaczego. Kilka lat temu zakochałam się w rasie kotów brytyjskich bardzo w Polsce popularnych i wzięłam malutką koteczkę, którą traktowała jak dziecko, (to była moja wprawa;) wszędzie woziłam, chodziłam z nią na spacery, aby miała rozrywkę i aby nie było jej smutno samej w domu. Niestety po 4 miesiącach zachorowała na FIPa. Chciałam ratować za wszelką cenę, przez miesiąc jeździłam po lekarzach niestety zalecenie było jedno – uśpić. Potem jak już była niunia na świecie i miała 7 mcy wzięliśmy inna kotkę 3miesieczną (możecie ją zobaczyć na jednym z pierwszych postów), niefortunnie zjadła tasiemkę i podczas gastroskopii już się nie wybudziła. Ale do czego zmierzam.. mały kotek jest jak dziecko, musisz na niego uważać, nie zostawiać samego, bawić się z nim, no i sprzątać po nim.  Stresowałam się  często dopóki kotka nie podrosła. Kotki, szczególnie hodowlane, mają delikatną naturę i szybko się stresują, są strachliwe. Pamiętam ile radości sprawiało mi w dzieciństwie obcowanie że zwierzętami.. dlatego też że względu na córkę postanowiłam tym razem zaadoptować Borysa w http://underleyhall.pl/ hodowli, którą polecam z całego serca. Kotek spodobał mi się od pierwszego wejrzenia. Miał już 1 rok 3 mce więc pomyślałam  że przynajmniej ułożony nie trzeba uczyć wszystkiego…a jednak. Moja mała z natury głośna  nie podpadła kotkowi.. Szybkie ruchy, krzyk i pisk działały na niego jak na byka w nowym otoczeniu. Ja się o niego martwiłam i o córę bo ta latała za nim nieświadoma a ten fuczał na nią. Kilka telefonow do hodowcy, która mnie uspokajała, że nie zaatakuje córki tylko się wycofa. Ja wiem, że brytki są spokojne i dlatego polecane do dzieci, ale sytuacja mnie niepokoiła. Do tego stopnia, że mój stres o małą doprowadził do tego, że zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. Czytałam dużo o adaptacji kotów doorosych do dzieci i jak należy postępować. Zrobiłam mu 3 kryjówki, w miejscach gdzie córa nie miała dostępu i tam się chował, nieraz nie wychodził pół dnia jak była w domu. Omijał ją z daleka. W nocy ok 4-5h przychodził i przychodzi do mnie na mizianie i mnie budzi. Klnę, bo córka przestała mnie budzić to teraz kot.. Mijał czas, ja pracowałam nad relacją kot – córka, co jest dodatkowym wysiłkiem!  Dawałam jej smakołyki aby mu podawała, przy niej bawiłam się z nim.. Przestał fuczeć, ale omijał ją. Po dwóch miesiącach zaczął siadać w pobliżu gdzie się bawiła i przyglądać się jej. Córka już traktowała go neutralnie, bo co to za zabawa skoro kot przed nią zmyka. Po 3 miesiącach wszystko wygląda inaczej.. Może nie są funfelami ale córka może go dotknąć pogłaskać a nawet przytulić.. Tak jej pokazuje, że do zwierząt z szacunkiem, bo kilka razy za ogon pociągnęła. Borys jak ma dość delikatnie się wyślizguje z jej ramion, ale już nie ucieka. Nawet nieraz postawi ogon do góry albo się o nią otrze:)

Na wakacjach
Borys

Ma specyficzny charakter, jak to kot. Przyjdzie na głaskanki kiedy chce i jest bardzo wybredny.. tylko jedna marka najlepszej karmy.. Buff więc jak z dzieckiem bo i czesać trzeba i bawić się. Ma kilka zabawek ale tylko jedną się bawi. Często przychodzi i miauczy jakby czegoś chciał ale najczęściej to o zabawę chodzi i o uwagę. Wiem, wiem lepiej dwa koty niż jeden, zajęłyby się sobą ale ja takiej opcji nie rozważam. Zresztą już w hodowli stronił od kotów. Dodatkowo to sprzątam częściej bo Borys gubi sierść jak żaden inny, sierść jest wszędzie! Kuwetę ogarnąć muszę dwa razy dziennie, miseczki myć. Także ja matka wiecznie narzekajaca na tyle obowiązków zafundowałam sobie dodatkowe:) ale kiedy przyjdzie wdzięczny, tuli się lub leży obok, ja normalnie się relaksuje..

Co do hodowli to również polecam https://luna-gatto.pl/

Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano , , , | 7 Komentarzy

Dzień Dziecka bez placu zabaw

Dziwny był ten Dzień Dziecka. Dla dwulatki to trudno coś wymyślić tak aby zapamiętała że to szczególny dzień. Stwierdziliśmy, że zabawki nie kupimy bo ma tego tyle.. że tylko w szafie leży. Więc ja już w głowie od tamtego tygodnia miałam że zabiorę ją na plac zabaw już w sobotę jak tylko zapowiedzieli że otworzą. A tu traf chciał że cały weekend lało jak z cebra u nas. Więc czekałam na Ten Dzień Dziecka. Mała była w żłobku a ja dzwoniłam po okolicznych wioskach czy mają coś dla maluchów i nic. Nikt jeszcze niczego nie otworzył. Kurde myślę sobie, tego nie przewidziałam a czasu już niema. Zajrzałam na stronę Ośrodka Kultury, na strony z programami dla dzieci w Krakowie, bo w Krakowie to już na pewno place zabaw otwarte. A gdzie tam…Wszystko zamknięte, tylko imprezka online. Online?! Przecież moja mała nie wytrzyma ni 5 min online, aż się wyrywa na zewnątrz a jak widzi z daleka kolorowe place zabaw i wyciąga rączkę i woła: „tam” . I płacze jak mówię że plac zamknięty. Biedna, żal mi jej…Tak było kilka razy. Więc czekałam na wczoraj. Miałam plan że najpierw do Domu Kultury na malowanie kredą, potem plac zabaw i lody. Ale mamy 2 place w wiosce i oba zamknięte. Pytam wiec mam jak w Krakowie sprawa wygląda, też zamknięte… To po co mówią w TV, że otwierają, że matki same odkażają przedmioty chustawki itd na placach! ? No wkurzyłam się i gorzej ale pisać nie będę! Co za różnica jak przedszkola i żłobki działają? Ach, nie odzywam się na ten temat.. bo niby jak jest bezpiecznie w żłobkach jak dzieciaki obok siebie, panie bez maseczkę pracują…. I rozumiem jak mają pracować w maseczkach?!

Na szczęście na placu w rynku było dużo dzieci na hulajnogach, rowerkach. I były lody. Plac zabaw owszem zamknięty i oklejony ale małą nie obchodził bo jeździła na hulajnodze i jadła lody. Córka happy i ja też!

A dziś przejeżdżałam i taśma odklejona wisi i kilka dzieci na placu..chyba wzięły sprawy w swoje ręce.. 😉

Opublikowano Późne macierzyństwo | 3 Komentarze

Namiastka wakacji! :)

Jezioro Pluszne

W końcu na króciutkich wakacjach! Cała ta kwarantanna dała nam się wszystkim we znaki. Jak tylko ogłosili otwarcie pensjonatów zaświeciła mi się iskierka podróżniczki. Nic tak dobrze nie robi jak zmiana otoczenia i pooddychanie innym powietrzem.. Oczyszcza myśli, na chwilę zapominamy o codzienności i odrywamy się od rutyny aby powrócić do niej że świeżym nastawieniem. Dawno też nie widziałam się z przyjaciółmi którzy mieszkają w mojej Warszawce. Nie długo myśląc podzwoniłam do nich z propozycją weekendu na mazurach:) Znalazłam super domek letniskowy w Pluskach, spakowałam też kota i przyjechaliśmy do tej uroczej wioski. Mama, wiadomo na wakacjach nie odpoczywa, samo przygotowywanie to dodatkowa robota dla rąk i mózgu, który musi ogarnąć wszystkie możliwe scenariusze pogodowe niezależnie od prognozy! I ja zawsze daję plamę. Widząc prognozę 14 stopni i deszcz wzięłam dla małej 3 rodzaje średnio ciepłych kurtek i buty skórzane za kostkę, kalosze a dziś jest piękne słońce. Fuck.. Ja wpadam w panikę bo mała niema czapki z daszkiem i ja kremu przeciwsłonecznego bo trochę słońca a ja zaraz jak burak! Na drugi dzień jechaliśmy po czapeczkę i krem. Fajny domek z piaskownicą dla małej okazał się przytulnym miejscem na odpoczynek. Odrazu domek wszystkim się spodobał, nawet sponiewieranemu kotowi podróżą schody w domku przypadły do gustu. Piękne jezioro i okolice cieszą oczy i duszę. Naprawdę 3 dni to namiastka ale tyle znaczy po miesiącach ograniczeń. Dziś nawet byłam na smażonej rybce i jadłam na ogródku!! Bajka! My to lubimy.. Krótkie wyjazdy, piękna okolica, dobre jedzenie, spacery. Naładować baterie i znowu powrót do pracy, załatwiania spraw, płacenia rachunków, odbierania paczek:)

Tak dawno też nie spędziłam czasu na grilu, śmiechu i opowiadaniach ze znajomymi! Znalazły się także dobre ciotki które bawiły się z moją małą. To naprawdę wspaniały czas… Jednak to co dobre szybko się kończy i każdy wraca do swojego życia. 🙂 ale wszystkim polecam planować wyjazdy po Polsce która jest taka piękna i musimy przecież wspomóc polską turystykę.

Także nie zastanawiajcie się za długo, bo tylko wyjdzie to Wam na dobre! Udanych wyjazdów pokwarantannych!!

Opublikowano late mother, madre a los 40, madre tardia, Późne macierzyństwo | Otagowano , , | 8 Komentarzy

Maseczki

Taka piękna pogoda a my w maseczkach musimy chodzić. Ale najważniejsze że możemy wychodzić z domu. Cała ta pandemia budzi tyle tematów i kontrowersji. Przyznam się, że dla mnie jest uciążliwe noszenie jej że względu na niedoczynność tarczycy na którą cierpię wiele lat. Dzięki Bogu u nas na wsi rzadko mija się innych ludzi na ulicy dlatego maseczka ładuje na nosie jak zbliżam się do ludzi i oczywiście w miejscach publicznych. Co ciekawe dwa dni temu na placu gdzie poszłam z małą na hulajnogę spotkałam inna matkę z dziewczynką troszkę starszą, obie bez maseczki i zaczął się temat. Joanna, bo szybko przeszłyśmy na ty, powiedziała mi że maseczek nie musimy nosić i wyciągnęła z torby wydrukowaną ustawę, opakowaną w folię. Rzeczywiście było to Rozporządzenie z 15 kwietnia gdzie w §18 mówi jasno, że zwolnione z noszenia maseczki są osoby których choroba utrudnia noszenie maseczki. Hurra!! – – pomyślałam. I na drugi dzień zaprowadziłam dziecko do żłobka bez maseczki. W tym okresie nie mogę wejść do żłobka, tylko przekazuje dziecko w drzwiach. Panie nie noszą maseczek przy dzieciach ale zakładają przy rodzicach.. niczego nie rozumiem, zostawię bez komentarza. Więc ciocia pyta czy mam zaświadczenie od lekarza że mogę bez maseczki, jakoś to pytanie ominęłam bo przecież w rozporządzeniu jest napisane że nie musisz udowadniać na co jesteś chory. W domu przemyślałam sprawę i stwierdziłam, że są ludzie którzy się boją, którzy myślą że jak on musi nosić to dlaczego inny nie, a ja nie lubię wchodzić w głupie dyskusje, choć większość ludzi lubi się kłócić. Po córkę poszłam bez maseczki i założyłam maseczkę przed drzwiami żłobka. Była już inna ciocia i też spytała czy mam zaświadczenie bo jak mam przychodzić bez maseczki (a w tym momencie miałam maseczkę na nosie) to one potrzebują. Oznajmiłam, że rozporządzenie nie wymaga oświadczeń, przecież mam maseczkę a ponad prawem to już niema nic.

To tylko część..

Ludzie, przecież noszenie maseczki godzinami szkodzi bardzo.. Ja sama po 5 min czuję trudności w oddychaniu, a co będzie w lato, kiedy mamy upał?! Jak ci biedni starsi ludzie mają w tym wytrzymać?.. Przecież serce słabe, płuca.. a w domu siedzieć to też niedobrze. Jak nie wirus to niewydolność oddechowa ich dosięgnie. To jakaś masakra jest, ale rozumiem w miejscach publicznych trzeba się chronić. Tyle, że do kiedy, do wynalezienia szczepionki? Co będzie na jesień tak będziemy się chronić to żaden wirus nas nie dosięgnie i to takie jest dobre?? Nie sądzę.. Trzeba dbać o odporność bo staniemy się słabi fizycznie i psychiczne i łatwi do manipulowania..

Zdrówka wszystkim😁

Opublikowano Późne macierzyństwo | 3 Komentarze

Otwarcie żłobków

Jak u Was? Ja od tygodnia po kwarantannie wychodzę codziennie cieszyć się ograniczoną ale w końcu wolnością:) Kupiłam online małej hulajnogę i śmigała już pierwszego dnia. Tak jej się spodobało, że pierwsze dwa dni nawet nie dawała, aby wziąć hulajnogę do ręki aby ją spakować do samochodu. Robiła awanturę! Mała jest głośna, zbuntowana, odważna, wszędzie jej pełno i nie słucha się wcale.. no nieraz się słucha jak podniosę głos, ale chciałam mieć spokojne dziecko a wyszło dziecko bardzo niespokojne😁

W czwartek zadzwoniła ciocia za żłobka że otwierają w tę środę i czy posyłam córeczke. Byłam w szoku, myślałam, że od 24.maja i w tym momencie nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc powiedziałam, że musimy to przegadać z niemężem. Miguel w mig odpowiedział, że tak może iść, a ja troszkę nie byłam przekonana od razu. Poczułam,, że potrzebuję czasu na ocenę sytuacji. A co jak mała się zarazi? A co za różnica teraz czy za 2 tygodnie? Przecież najprawdopodobniej wirus już będzie nam towarzyszył przez najbliższy rok minimum.. I co i rok będzie w domu? No nie, ja muszę pracować. Przecież latałam z małą przez ten cały czas na zakupy… A może już to przeszliśmy? Nikt nie wie kto testu zrobionego nie miał. U nas w gminie tylko 3 przypadki.. I tak zachodziłam w głowę co zrobić.. choć nie długo. Zdecydowałam że jednak poślę, zaryzykuję. Mała z dziadkami kontaktu niema tylko z nami. Wiadomo że ciocie nie są w stanie odizolowac dzieci od siebie ale czy za miesiąc dwa sytuacja się zmieni? Nie! Hiszpania planuje otworzyć żłobki w połowie maja, Szwecja funkcjonuje normalnie z pandemią..no chyba ktoś rozsądny takie decyzje podejmuje!.. Wiem, że sama nie jestem inne mamy też się zdecydowały choć nie wszystkie.. Miłego popołudnia niedzielnego😁

Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano , , , , , | 13 Komentarzy

Ostatni dzień kwarantanny!!

Czuję się kiepsko.. jestem przymulona, głowa mnie boli, wszystko irytuje, ale szczęśliwa bo jutro już będę mogła wyjść z mieszkania:) 2 tygodnie w totalnym zamknięciu spędziłam nadzwyczaj spokojnie, choć nieraz miałam ochotę płakać i krzyczeć.. Ale tylko dlatego że moja córeczka nie jest świadoma, co się dzieje, ale często znudzenie zabawkami, tym samym otoczeniem, za dużo telewizji sprawiały, że była rozdrażniona, płaczliwa, zmęczona i dawała nam się we znaki. Kupiłam zabawki online ale bawiła się całe dwa dni:( dużo biegała i skakała dając upust nagromadzonej energii.

Ja choć dobrze się odżywiałam wyszły mi afty i dwie opryszczki! Marzę o ubraniu się w ładne ciuszki, podmalowaniu i wyjściu do miasta czy nawet w dresie do lasu. A dziś jak patrzę w lustro to widzę oczy bez blasku, bladą twarz z cieniami pod oczyma i rozczochrana. Co chwilę spoglądam na zegarek kiedy zapadnie noc, a jak tylko się obudzę zapewne w cześnie jak zwykle to pierwsze co zrobię to odinstaluję aplikację Kwarantanna i wyjdę na zewnątrz sama na spacer.! Tymczasem dogorywam na sofie, już nie ma siły na zabawę..

Takie proste rzeczy jak spacer są na wagę złota dziś i dają tyle szczęścia! Doceniamy teraz te małe przyjemności…także ludzie okazują swoje oblicze.. dobrzy sąsiedzi zostawili notkę z propozycją pomocy z s@siedniego bloku i dostaliśmy maseczki w prezencie:) ci najbliżsi nic. Policja przyjeżdżała codziennie i musieliśmy pokazywać się w oknie, byli uprzejmi i zawsze pytali czy czegoś nam potrzeba..byliśmy zdrowi i o tym wiedzieliśmy ale nic jak mus to mus.. choć poczucie zniewolenia trochę mi towarzyszyło. zdrówka wszystkim życzę

Opublikowano Późne macierzyństwo | 6 Komentarzy

Na kwarantannie

Hej! Opowiem Wam jak to jest być zamkniętym w domu i nawet nie móc wynieść śmieci. Tata przyjechał z Niemiec tydzień temu i wiedzieliśmy co nas czeka. Dla niego to „nic takiego, przejdziemy przez cierpliwie” ale dla mnie to jest jak siedzenie w więzieniu, bo ja i 1 dnia nie usiedzę spokojnie, nie mówiąc o tym, że zdrowa dwulatka w domu. Zanim przyjechał próbowałam się dowiedzieć co z tymi śmieciami.. Mieszkamy w bloku i niewyobrażam sobie gromadzić odpady w mieszkaniu, szczególnie że dotąd codziennie wynosiłam. Wymyśliłam sobie, że w nocy będę wynosić. Na infolinii NFZ usłyszałam, że to nie stanowi bezpośrednio niebezpieczeństwa, więc załatwione. Aby się upewnić zadzwoniłam na posterunek i usłyszałam to samo i że policja nie będzie wynosić naszych śmieci. I zaczęło się. Ja już po 1 dniu miałam dosyć ale jakoś próbowałam się psychicznie nastawić że to nic takiego. Znam się, na brak ruchu i świeżego powietrza mój organizm reaguje spadkiem energii, apatią i zniechęceniem. A to łatwo prowadzi do spadku odporności, do depresji i innych powikłań. Postanowiłam, że zmienię dietę podczas kwarantanny i w miarę możliwości będę ćwiczyć na świeżym powietrzu na balkonie. Przed ten tydzień codziennie biegi na balkonie i ćwiczenia na macie, do tego ograniczyłam słodycze i wyprowadziłam więcej warzyw i owoców, które zamawiam online. Mamy jedną podkreślam jedną dobrą sąsiadke w klatce która zaoferowała się robić zakupy i inna też z bloku obok (która rozumie sytuację bo jej syn też była na kwarantannie choć nie spędzał jej w domu). Dziś już jest 7 dzień na kwarantanie i dopadł mnie dół, niemam energii, teraz to napewno szybko bym się rozchorowała bo do cholery takie siedzenie nie jest dobre dla zdrowia ani psychicznego ani fizycznego!Żałuję że niemam własnego ogrodu. Mała wychodzi z siebie, i na dodatek dostała jakiegoś uczulenia, a może na AZS, nie mogę sprawdzić. Udało mi się porozmawiać z peditrą i wysłać jej zdjęcia wysypki. Leki mi przywiozła sąsiadka. Ale najgorsza to ignorancja ludzka która teraz wychodzi. Jedna znajoma dała mi odczuć jak bardzo się boi, zresztą tu na wsi ludzie bardziej panikują niż w mieście. Pytała się mnie czy odizoluja cały blok i że ona na klatkę boi się wejść. To jest właśnie przykład jak łatwo zastraszyć i zmanipulować społeczeństwo. Jak ludzie ufają bezgranicznie temu co usłyszą w tv. Przecież i tak na 80% choroba Cię dopadnie a jak nie teraz to potem bo najprawdopodobniej już zostanie z nami. Możesz się zaszczepić oczywiście że tak, ale na ile silny masz organizm? Bo wirusów nowych będzie przybywać i nie dziw się bo sami się do tego przykładamy rękę.

Już dawno naukowcy przestrzegali przed pandemią, ale rządzący nie przygotowali się, co tam jakieś przepowiednie, najważniejszy zysk tu i teraz. Natura się odwdzięcza i bardzo dobrze, bo każdy gatunek w ambundancji prowadzi do naturalnego zrownoważenia, czyli likwidacji nadwyżki – tak działa natura i ja w to wierzę że tak będzie z ludzkością jeżeli dalej nie będzie szacunku dla planety. Bo czujemy się Panami tej ziemi a jesteśmy tylko jej elementem. A tu czytam że Ekwador sprzedaje lasy deszczowe chińskim gigantom paliwowym, Brazylia korzystając z tego że uwaga wszystkich skierowana jest na pandemię wycina na zabój Amazonię. Nie muszę daleko szukać, pozwolenia na masowe polowania czy zwiększona wycinka to dzieje się na naszych oczach. Także cóż.. jeżeli globalizacja, ocieplenia klimatu, zajadanie się dzikimi stworzeniami.. w końcu człowiek zapłacić musi..

Trzeba sobie radzić:)

Co będzie potem? Wszyscy się zastanawiamy, bo było w Polsce już lepiej.. oby skutki tej pandemii i tych decyzji szybko zostały zlikwidowane, ale wnioski wyciągnięte podczas kwarantanny zmieniły systemy na lepsze…i bardziej ekologiczne. Pozdrawiam wszystkich a w szczególności tych co na kwarantanie.. łączę się w bólu:) 😘

Opublikowano coronavirus, Późne macierzyństwo | Otagowano , , , ,

Kolejny dzień czekania

Hej, jakiś trudno mi się zebrać do pisania bo te 1 godzinę jaka uzbieram w ciągu dnia z dwulatką poświęcam na mój własny projekt. Wcześnie się kładę spać a i w dzień z małą śpię.. Ah  stara matka szybko się męczy.. Ale jestem pozytywna. Dziś się cieszę że mogę wyjść normalnie na spacer i do lasu.. (wczoraj zaczęłam pisać tego posta, a dziś to jest zabronione!) wiem że w mieście to trudniejsze. Ale też zdaje sobie sprawę że potrzebuje zmiany życiowej. Sama na odludziu, w dodatku działalność w której pokładałam taką nadzieję nie może ruszyć z kopyta bo z małą w domu to tylko mogę drzemkę se uciąć w ciągu dnia, abym wystarczyło mi sił do wieczora:)

Supermarket Mercadona w Hiszpanii

co do samej epidemii.. Mam informacje z Niemczech że tam nie ma takich restrykcji, ludzie mogą wychodzić tylko nie gromadzić się, życie toczy się dalej pomimo tego że jest ponad 70tys. zakażonych (wczoraj). Dlaczego? Bo są przygotowani na obsługę chorych, nie panikują. W Polsce też nie spotykamy się tak jak w Hiszpanii czy we Włoszech, moim zdaniem te zakazy to tylko przedłużą epidemie u nas. Daje do myślenia jak niewydolna jest nasza służba zdrowia i gdzie powinny iść pieniądze. Niepokojące są wiadomości, że ludzie pozostają bez obsługi sanitarnej, odsyłani do lekarzy, co nieraz kończy się tragicznie. W tym państwie naprawdę coś bardzo szwankuje! Ah.. szkoda pisać..ale mam poczucie zagrożenia nie wirusem, ale niewydolnością służb.

Ludzie zaczynają się buntować ..i dobrze bo w słusznych kwestiach. Ludzie zaczynają też się łączyć w trudnych czasach, pomagać:) no nie wszyscy, ale zamiast myśleć o tym na co wydać kasę widzimy inne jak istotne teraz potrzeby..może ten wirus czegoś nauczy niektórych. Oby!

Kończą mi się pomysły jak zabawić córkę więc często kończy się na tablecie.. lub bajkach. Niech uczy się nowych technologii.. bo to przyszłość.;p Jeszcze pierwszy tydzień to codziennie inne zabawy, a to wycinanki, rysowanki, przebieranki itd. Nawet wypieki robiłam! Teraz trochę mi już wszystko jedno jak spędzi godzinę czy więcej przed TV. Dopadło mnie zmęczenie materiału:) Jakby nie było mam więcej pracy przy małej, a gotowanie i sprzątanie to nie moje ulubione zajęcia:) Moja niedoszła teściowa doradza mi, abym za bardzo nie wymagała od córeczki w ten trudny dla niej również czas..więc tak robię.

Przymulona chodzę i w piżamie całe dnie.. No tylko na spacer się przebieram..albo do sklepu, gdzie muszę iść z małą..nie mam wyjścia. Choć zachowuje środki ostrożności, mała nie chce ani maseczki ani chusteczki na nosie, trudno…jak nie mogę wszystkiego mieć pod kontrolą to będzie co ma być.

to tyle na dziś..trzymajcie się cieplutko i głowy do góry..:)

Opublikowano Późne macierzyństwo