Papa 🇪🇸

Dziś nie będzie o mnie czy moim dziecku ale o mojej drugiej połówce i Tacie który jest Hiszpanem. Instytucja małżeństwa nigdy do mnie nie przemawiała dlatego jeszcze się nie hajtnęłam ale nie twierdzę że tego nie zrobię:). Mama mnie wychowywała sama a tatusiowie w tamtych czasach byli jacy byli. Od nastolatki miałam w sobie poczucie wolności której za wszelką cenę nie chciałam utracić. Zawsze samodzielna, nie wyobrażałam sobie przekazać odpowiedzialności za mnie komuś, aby ktoś coś decydował a ja mam się podporządkować (tak zwany kompromis dla wielu). Do wieku 26 lat kiedy to wyjechałam do Hiszpanii nie byłam w żadnym długim związku, (być może unikałam go widząc wtedy na czym to polega), to nie było moim priorytetem.

W Hiszpanii odkryłam całkowicie odmienny stosunek do spraw damsko męskich. Oczywiście, że pary pobierają się że sobą, ale istnieje (bo dziś w PL mam wrażenie że też zagościło w większości związków) tam równouprawnienie. Kobieta ma bardzo dużo do powiedzenia, ale tak naprawdę to nie musi bo jest przyjęty ogólnie liberalizm. Tak mi się to spodobało:) Następnie klimat, pogodne usposobienie i ten luz sprawiły że zakochałam się nie raz:) Nikt nikogo do niczego nie nakłania czy nie oczekuje od swojej połówki poświęcenia, to leży tylko i wyłącznie w rękach drugiego ile jest w stanie dać czy poświęcić i właśnie swoją postawą udowadnia na ile mu zależy. To się tyczy również innych związków np. z rodzicami czy z dziećmi. Oczywiście do pewnego stopnia, bo swojego partnera musiałam nakłonić do sprzątania;)

Każdy jest osobną jednostką i ma własną wolę która jest święta. Taki związek mi odpowiadał i czułam się związana całkowicie zachowując swoją indywidualność. I tak jest do dziś. On robi swoje a ja swoje. Dziś jest w Niemczech i choć nie bardzo mi się podobało że wyjeżdża bo zostałam sama z dzieckiem, nawet nie chodziło o kasę, ale nie mogłam mu tego zabronić i nawet popieram go w robieniu kariery i jego rozwój do ustalonego obopólnie momentu. Spotkałam się z opinią typu: „Ja bym nie puściła”, ale dla mnie trzymanie na siłę co nie ma nic wspólnego z miłością. Czy miłość to nie właśnie pozwalanie na rozwijanie skrzydeł a nie na ich podcinaniu. W końcu kiedy ja będę musiała poświęcić czas na własną karierę wiem, że będę mogła na niego liczyć. Zresztą chciałam i otworzyłam własną działalność i on mnie wspiera choć wolałby abyśmy były z nim, ale szanuje moją decyzję i akceptuje, w końcu się połączymy, bo wszystko ma rozwiązania trzeba tylko szukać.

Czas z niemowlakiem super sobie dzieliliśmy, zawsze codziennie miałam te 2 godziny dla siebie, to samo z gotowaniem czy dzieleniem obowiązków. Chcę wyjechać sama, iść na imprezę, ogólnie zrobić coś sama nie ma problemu. Bo my dorośli ludzie, którzy zdecydowali się być razem nie rezygnujemy z własnych potrzeb, każdy ma szacunek do „przestrzeni drugiego” i w ogóle do siebie nawzajem. Dla mnie właśnie taka miłość jest najodpowiedniejsza. Ale nie pomyślcie, że jestem taka olewająca czy naiwna we wszystkim, no nie, w końcu polką jestem:) Jak coś mi się nie podoba to mówię i szukamy rozwiązania, w drugą stronę też tak działa. Myślę, że samo mieszkanie razem i ciągłe przebywanie że sobą nie jest najzdrowsze dla naszego związku, bo obydwoje jesteśmy tacy, że musimy mieć własną przestrzeń. Zresztą każdy związek potrzebuje zmian. Oczywiście, teraz gdy jest córeczka to spędzanie czasu ma inny wymiar, bo teraz to jest dzielenie obowiązków ale też staramy się mieć te własne chwilę, ja np wychodzę sama na spacer a on na trening. Jest dużo tolerancji w naszym związku, niektórzy tego nie rozumieją np. w mojej rodzinie. Nie obchodzi go co robię że swoimi środkami a gdy mam potrzebę zawsze mnie wspomaga. Dziś jesteśmy na odległość i ta sytuacja jest przejściowa i tylko trochę przeszkadza mi to, że to ja właśnie muszę zająć się dzieckiem sama. Każde spotkanie jest gorętsze, mamy czas do zatęsknienia, co po wspólnym mieszkaniu kiedy wpadliśmy w monotonię i rutynę jest ciekawą odmianą. Jak zawsze w złej sytuacji należy dostrzegać pozytywy:) Jestem bardzo zadowolona z tego jak zmieniło mi się postrzeganie świata za granicą, jaka zrobiłam się tolerancyjna, olewam dużo, oczekuję więcej od siebie niż od innych, ale też nie daję się wykorzystywać. Jeszcze przed porodem wiedziałam że będzie z niego wspaniały ojciec spędzał mnóstwo czasu z małą siostrzenicą na zabawach, wygłupach itd. Dziś jest cudownym ojcem, a mała za nim szaleje i to mnie bardzo cieszy, bo nawet jakby nasza historia kiedyś się skończyła córeczka będzie miała super tatę i za to go kocham 😍

Opublikowano Późne macierzyństwo

Kolejny dzień czekania

Hej, jakiś trudno mi się zebrać do pisania bo te 1 godzinę jaka uzbieram w ciągu dnia z dwulatką poświęcam na mój własny projekt. Wcześnie się kładę spać a i w dzień z małą śpię.. Ah  stara matka szybko się męczy.. Ale jestem pozytywna. Dziś się cieszę że mogę wyjść normalnie na spacer i do lasu.. (wczoraj zaczęłam pisać tego posta, a dziś to jest zabronione!) wiem że w mieście to trudniejsze. Ale też zdaje sobie sprawę że potrzebuje zmiany życiowej. Sama na odludziu, w dodatku działalność w której pokładałam taką nadzieję nie może ruszyć z kopyta bo z małą w domu to tylko mogę drzemkę se uciąć w ciągu dnia, abym wystarczyło mi sił do wieczora:)

Supermarket Mercadona w Hiszpanii

co do samej epidemii.. Mam informacje z Niemczech że tam nie ma takich restrykcji, ludzie mogą wychodzić tylko nie gromadzić się, życie toczy się dalej pomimo tego że jest ponad 70tys. zakażonych (wczoraj). Dlaczego? Bo są przygotowani na obsługę chorych, nie panikują. W Polsce też nie spotykamy się tak jak w Hiszpanii czy we Włoszech, moim zdaniem te zakazy to tylko przedłużą epidemie u nas. Daje do myślenia jak niewydolna jest nasza służba zdrowia i gdzie powinny iść pieniądze. Niepokojące są wiadomości, że ludzie pozostają bez obsługi sanitarnej, odsyłani do lekarzy, co nieraz kończy się tragicznie. W tym państwie naprawdę coś bardzo szwankuje! Ah.. szkoda pisać..ale mam poczucie zagrożenia nie wirusem, ale niewydolnością służb.

Ludzie zaczynają się buntować ..i dobrze bo w słusznych kwestiach. Ludzie zaczynają też się łączyć w trudnych czasach, pomagać:) no nie wszyscy, ale zamiast myśleć o tym na co wydać kasę widzimy inne jak istotne teraz potrzeby..może ten wirus czegoś nauczy niektórych. Oby!

Kończą mi się pomysły jak zabawić córkę więc często kończy się na tablecie.. lub bajkach. Niech uczy się nowych technologii.. bo to przyszłość.;p Jeszcze pierwszy tydzień to codziennie inne zabawy, a to wycinanki, rysowanki, przebieranki itd. Nawet wypieki robiłam! Teraz trochę mi już wszystko jedno jak spędzi godzinę czy więcej przed TV. Dopadło mnie zmęczenie materiału:) Jakby nie było mam więcej pracy przy małej, a gotowanie i sprzątanie to nie moje ulubione zajęcia:) Moja niedoszła teściowa doradza mi, abym za bardzo nie wymagała od córeczki w ten trudny dla niej również czas..więc tak robię.

Przymulona chodzę i w piżamie całe dnie.. No tylko na spacer się przebieram..albo do sklepu, gdzie muszę iść z małą..nie mam wyjścia. Choć zachowuje środki ostrożności, mała nie chce ani maseczki ani chusteczki na nosie, trudno…jak nie mogę wszystkiego mieć pod kontrolą to będzie co ma być.

to tyle na dziś..trzymajcie się cieplutko i głowy do góry..:)

Opublikowano Późne macierzyństwo

Nic już nie będzie takie jakie znamy

Cześć ! W ten trudny czas nachodzą mnie refleksje różnego rodzaju. Jestem wkurw..,że nie mogę praktykować tego co zaczęłam, aby rozchulać własną działalność, nic nie mogę zrobić tylko bawić się z małą i nowym kotem, który cały dzień chowa się przed wrzeszczącą córką, a potem prosi, aby się z nim bawić. God!! niedługo zwariuję! Ciało prosi o porządną aktywność fizyczną, jedyne co mogę mu oferować to aerobik z youtobe..

Ale kiedy przychodzi frustracja, staram się pocieszać, że ludzie podczas wojny mieli gorzej, a my przyzwyczajeni do wygodnego życia teraz z trudnością znosimy zamknięcie w domach.

Ale do rzeczy…jeżeli wierzyć w to co piszą naukowcy będziemy walczyć z wirusem do ok 2 lat, najprawdopodobniej większość zachoruje zanim udostępnią szczepionkę i nie wiem dlaczego ludzie tak panikują, bo największym zagrożeniem jest niewydolność służby zdrowia w momentach kulminacyjnych oraz ochrona zdrowia osób starszych. Znam dwie osoby, które to przechorowały, mieszają za granicą, w wieku 35 i 47 lat. W epoce globalizacji i zmian klimatu jeszcze nie raz będziemy zmagać się z wirusami , a organizmy będą się uodparniać.

Nie chce siać paniki, ale na szybkie otwarcie szkół nie liczyłabym, w niedalekiej przyszłości zapewne nauka w większości krajów zacznie się online, także praca online. Już wiele usług jest zmechanizowanych, jak płacenie w automatycznych kasach w supermarketach i robotyka będzie się rozwijać bardzo szybko, aby zapobiec bezrobociu gdy nadejdzie znowu takie niebezpieczeństwo. Państwa będą stawiać na nowoczesne technologię i wszystkie możliwe prace, które można robić online lub automatycznie takimi się staną. Ludzie będą zmuszeni do przekwalifikowania się lub doszkalania z obsługi nowoczesnych rozwiązań.

Ale nie to jest najważniejsze, myślę, że jeszcze długo nie będziemy mogli lub będziemy się obawiać witać buziakiem, czy przytulasem, czy nawet podaniem ręki z bliskimi, już nawet nie wspomnę o obcych jak kontrahenci itp. Kiedy dziadkowie będą mogły spokojnie spotkać się z wnukami? Kiedy? Ja myślę że w optymistycznej wersji to za kilka miesięcy. My mamy dziadków za granicą to już w ogóle..nie widzę na razie światełka w tunelu.

Jest to przygnębiające kiedy nadzieja to jedyna co pozostało….ale …w tym naszym zabieganiu, w niepohamowanej konsumpcji to co dziś się dzieje kiedy świat się zatrzymał wielu z nas może w końcu dostrzeże, że ten świat musi zacząć pracować inaczej, w bardziej ograniczony sposób, bardziej spójny. Kto będzie kupował materiały z Chin, które przecież rządziły tym surowcowym światem. Będą kupować ale już nie na taką skalę. Może państwa zaczną własną produkcję, tak jak kiedyś było? Może państwa skupią się bardziej na odbudowaniu ekonomii dzięki własnym zasobom?

A co z granicami? Ci co mają rodzinę w Polsce nie muszą się martwić.

Patrzę na datę, dziś jest 25 marca, żłobki miały być otwarte, ale przedłużyli i osobiście nie sądzę, aby po świętach wszystkie placówki zostały otwarte..trudno mi sobie to wyobrazić widząc jak pandemia się rozprzestrzenia.

Buziaki i optymizmu życzę!:)

Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano , , , , , | 6 Komentarzy

Świat się zatrzymał

Witajcie Mateczki i inni:) jak kwarantana, bo ja mam problemy z zajęciem małej. Niemam w domu ani kolorowego papieru ani krepiny czy plasteliny. Mała w pierwszych dniach oglądała dużo bajek bo ja chorowałam (nie na koro:) a to odbiło się myślę częstymi histeriami i płaczem, dlatego staram się zajmować jej czas, najczęściej rysowankami, klockami, tym co zawsze. I wychodzimy.. do lasu, na spacery, praktycznie nikogo nie spotykamy. Myślę co będzie z opłatami za żłobek bo jakby nie było wszyscy na tej sytuacji stracą, a prawdopodobnie szkoły będą dłużej zamknięte.

Ale chciałam napisać też o dobrych stronach tego stanu, bo uwierzcie takie są. Rodziny zbliżą się do siebie, do dzieci, ten czas wzmocni nasze więzi. Osobiście ponieważ nie mogę pracować zajmuje się rzeczami które miałam „do zrobienia na później”. Wiecie, że prawie nigdzie nie ma zanieczyszczonego powietrza? Możemy w końcu „pooddychać” nawet jak jesteście w kwarantanę wystarczy wychylić głowę za okno 🙂 Ubolewam tylko nad tym, że niewiadomo kiedy będę mogła spotkać się z tatą Juli.. Bo kwarantanna nam się nie uśmiecha a i tak musi pracować poza Polską. Jest jak jest i wszyscy musimy przez to przejść.. kiedyś się skończy a wtedy znowu się odrodzimy 🙂 szczęśliwego czasu i zdrówka!

Opublikowano Późne macierzyństwo | 8 Komentarzy

Dostanę dziś pieluchy?

Nie wiem jak Wy, ale wczorajsza decyzja rządu po dwóch tygodniach siedzenia z chorym dzieckiem i kurując siebie również załamała mnie.

Sama się tak wystroiła

Ja wszystko rozumiem, że w takiej sytuacji to środek prewencyjny zamknięcie szkół, przedszkoli itd, ale dla mnie osobiście to jest dramat. Nie pisząc o tym, że nie mogę pracować cały miesiąc, a zasiłku opiekuńczego też nie dostanę, bo korzystam z „ulgi na start”. Zajebiście!

Co do samej pandemii (bo od wczoraj Światowa Organizacji Zdrowia już tak ją nazwała) to oczywiście z szacunkiem i dystansem bo może umieralność nie jest duża, ale powoduje chaos w szpitalach i sytuacje skrajnie jak na wojnie, tak we Włoszech, gdzie lekarze muszą wybierać kogo ratować a kogo nie. Polska oczywiście nie jest przygotowana na wirusa w takiej skali w jakiej jest we Włoszech czy Chinach i dobrze, że powzięte zostały te kroki prewencyjne, bo byłby sajgon. Brakuje oddziałów zakaźnych w mniejszych miejscowościach a także lekarzy. Mam bilet do Niemiec na 18ego i nie polecimy zobaczyć się z tatą, ani on pewnie nie przyjedzie, chodzą pogłoski, że Niemcy zamkną granicę. Miała również przyjechać babcia ale też ie przyjedzie. Kiedy rodzina będzie mogła się spotkać? tego nikt nie wie.

Dużo rozdzielonych rodzin nie mogą się spotykać, a ludzie stronią od siebie, bo się boją.

Dziś pytam siebie, czy dostanę pieluchy, bo ze sklepów wszystko znika. Ja mam zapasów na 3-4 dni i nie myślę robić na więcej. Zaraz wyjdę po chleb, ciekawe czy dostanę:)

Nic, pozostaje nam tylko czekać, aż kryzys minie, bo tak będzie, to nie pierwsza epidemia na świecie i nie ostatnia biorąc pod uwagę zmiany klimatu też.

Opublikowano Późne macierzyństwo | 6 Komentarzy

Coronavirus!? ? Ja już w panice.

W tamtym tygodniu w środę przyjechał tata z wizytą z Frankfurtu. Przed wylotem przypomniałam mu aby zachował wszelką ostrożność na lotnisku w Niemczech, bo jest ogromne. „Oczywiście, ja zawsze jestem ostrożny”.. – odpowiedział, choć nie wiem co miał na myśli, bo zawsze musiałam mu przypominać aby umył ręce. Lecz zawsze miał przy sobie żel odkażający. To on przyjeżdża z dużej aglomeracji do nas na wioskę, gdzie nie mamy kontaktu z masami;) i zawsze trochę nad tym ubolewałam, ale w tej sytuacji dostrzegam pozytywy życia „z dala”. Traf chciał, że córka od czwartku ma lekką biegunkę (raz dziennie) nie zwróciłam większej uwagi, a w sobotę zwymiotowała. Wczoraj w żłobku też nie jadła i zrobiła na luźno. Ja źle też się czułam i zaczęłam łączyć fakty. U mnie od piątku ból gardła i też chodzę częściej do wc. Nic nam nie było zanim tata nie przyjechał. I oczywiście przejrzałam wszystkie dostępne info w necie, włączyłam wiadomości i doszukiwałam się objawów koronowirusa u nas i na siłę znalazłam, bo biegunka też się zdarza. Wczoraj w nocy kiepsko się czułam i analizowałam wszystko: bólu głowy ani mięśni nie mam, ani duszności ani gorączki tylko odkasłuje flegmę bo mi spływa po gardle i ogólnie fatalnie. I tysiące myśli przepływały mi przez głowę: czy to On? Czy mam się zgłaszać i gdzie? Powinnam chyba maseczkę do lekarza założyć. Mam 1 w domu, ale zakupiłam w moment dodatkowe. I jak to będzie jak mnie zamkną w szpitalu, a córka? Ją zamkną ze mną? I co się stanie z kotem? Przecież nikt nie będzie chciał do nas przyjść do domu.. Buf.. i ten niepokój. Gdy źle się czułam w środku nocy widziałam same czarne scenariusze. Obudziłam się w lepszym stanie i nastroju. Byłam z małą u lekarza, a w międzyczasie dostałam telefon ze żłobka że znowu grasuje rotawirus. Kamień z serca:) sama się z siebie śmieje, że spanikowałam w obliczu takiej możliwości, choć wiem, że nie ma co panikować jak zapewniają. W każdym bądź razie trzeba zachować ostrożność.. wśród tłumu, bo znamy liczby zgłoszonych do badań, ale nasuwa się pytanie czy wszyscy się zgłaszają.. czy zanim się zorientują że coś nie tak zarażą.

A u nas jak to u nas kolejny wirus żołądka i kolejny tydzień w domku.. 🙂

Uważajcie na siebie.. 🙂

Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano , , , ,

O emigracji

Żyłam osiem lat w Hiszpanii i choć wróciłam 8 lat temu cały czas czuje się emigrantką. Nie wiem jak to wytłumaczyć, zapewne te osoby które są w podobnej sytuacji lub za granicą zawsze już będą czuły to”rozdwojenie”. Kiedy byłam w Polsce z wizytą, chciałam wracać do Hiszpanii i na odwrót. Nie wyjechałam „za kasą” tylko aby przeżyć przygodę ale potem zostałam m. in. dla kasy, ale tak naprawdę dla życia jakie tam poznałam. Słoneczna Hiszpania, gdzie życie płynie wolniej, więcej czasu dzieli się że znajomymi czy rodziną, przy stole, na imprezach, w restauracjach czy barach. Jest dużo słońca a ludzie są zawsze „bien” choćby nawet znaleźli się w tarapatach. Mają całkiem inne podejście do problemów własnych, nie ubolewają tak jak my, potrafią cieszyć się z innych rzeczy, zawsze jest dobra okazja do świętowania czy spotkania, najczęściej na zewnątrz:) a to „na kawkę „, a to „drinka”, a to na „małe co nieco”. Szczerze, brakuje mi tego, bo w Polsce mam całkowicie inny tryb życia: siedzenie w domu z dzieckiem:) z koleżankami widuje się b. rzadko bo mieszkają 300 km ode mnie. Tu, gdzie mieszkam też już znam kogoś ale nie ma spotkań tylko rozmowy na ulicy itp. Wszyscy skupieni na pracy i rodzinie. W Hiszpanii (że względu na klimat i kulturę) małe dzieci spędzają czas na zewnątrz z rodzicami, widujemy je wieczorami w pubach czy restauracjach. Różnie też ubierają dzieci, gdyż są różne narodowości w Hiszpanii, trochę wiatru i widzisz jedne bobaski w czapach, swetrach i butach inne bez czapki i butów. Place zabaw w lato najpełniejsze są o godzinie 20! Także co kraj to obyczaj a ten kierowany jest pogodą.

Ale żeby nie było, że tylko wychwalam zagranicę. W Polsce bardzo dużo się zmieniło od kiedy ja wyjechałam w 2004 roku i przypominamy już miasta zachodnie. Piszę tu bardziej o wyglądzie miast, miasteczek, infrastrukturze, o wzroście gospodarczym w ogóle. Co mnie bardzo cieszy i dlatego jeszcze tu przebywam. To, co mnie urzekło to nasza przyroda jeszcze miejscami dzika. Tu gdzie mieszkam widuje sarny, dziki, bażanty i wiem że wiele jest takich miejsc w Polsce, ale to się zmieni, to tylko kwestia czasu. To co nas różni jako naród to że dystansujemy się do innych ludzi, w Polsce przetrwają stare przyjaźnie ale nie nawiązuje się tu znajomości na codzień jak w Hiszpanii. Pozamykane osiedla, ogrodzone domy z tujami na 5 metrów wys., tylko „dzień dobry”, a i nie zawsze z sąsiadami, bo tak naprawdę widzimy w nim może nie wroga, ale kogoś obcego. Na Majorce sąsiedzi organizują wspólne kolacje na ulicy. Ja mam taką cichą nadzieję, że zmiany klimatu w Polsce będą miały jakiś pozytywny aspekt w tym, że słońce otworzy nasze serca i lżejsze podejście do życia, a przede wszystkim więcej będziemy uśmiechać się do siebie. Jesteśmy zaciętym narodem co przydaje nam się to w obronie własnych interesów (np na forum światowym) ale w stosunkach międzyludzkich na szczeblu podwórkowym powinno być więcej życzliwości. Nie krytykuje ani nie porównuję bo Hiszpanie też mają wady;) Na pewno na plus u nas jest punktualność, dotrzymywanie słowa, rzetelność i pracowitość 🙂

Co się tyczy dzieci, moim skromnym zdaniem dzieciom w Hiszpanii za dużo się pobłaża, bo traktowane są jak króle domu. Mam wrażenie, że „robią co chcą”. Tam ta liberalność i bezstresowe wychowywanie odbija się na nich. Dzieciom z reguły się nie odmawia. Dzieci są kapryśne, rozkrzyczane, swobodne, mają bardzo duże poczucie pewności siebie. To nie krytyka, opisuje, to co widziałam, nawet w rodzinie mojego partnera. Inna kultura i inne podejście do sprawy. Tyle.

System edukacyjny w szkołach od podstawowej po średnią jest również bardzo wymagający, często dzieci tak jak dorośli w pracy, chodzą do szkoły na dwie zmiany od 9 do 12, potem od 15 do 17, mają siestę:) Następnie w domu uczą się do częstych egzaminów i odrabiają zadane lekcje. Wakacje podobnie jak w PL.

Macierzyński (o ile to się nie zmieniło, ale nic mi o tym nie wiadomo) to tylko 4 miesiące, dlatego większość bobasów szybko trafia do żłobka. Dziadki też pomagają.

Nie ma 500 plus, choć jakieś upusty przy szkołach półpaństwowych i materiałach szkolnych.

Jak to ze wszystkim bywa w Hiszpanii życie może i jest ciekawsze, lżejsze, jest ciepło, ludzie są z reguły ustosunkowani przyjaźnie, ale też są minusy. Pracodawca hiszpański wymaga dużo ale i często brakuje mu ogłady w stosunku do swoich pracowników. Osobiście doznałam i znam przypadki kiedy pracodawca zwyczajnie oszukiwał w wypłacaniu należności, nie piszę tu o ustalonej pensji , bo ta jest święta, ale o nadgodzinach, wakacjach i innych dodatkach, które łatwo ominąć w umowie. Na szczęście każdy sektor ma ustalone pensje minimalne i ma związki zawodowe, gdzie można się zwrócić o pomoc. Znam kilka przypadków wygranych spraw sądowych przez oszukanych polaków.

Na pewno pod tym względem jest lepiej w Niemczech, Anglii czy nawet w Polsce.

Vista previa(abre en una nueva pestaña)

Nie ma rajów, i nie zawsze jest lepiej tam gdzie nas niema. W Polsce choć system mnie wkurza, czuje się bezpiecznie, bo niema terroryzmu, jest dużo więcej biurokracji, ale dzięki temu mam wrażenie, że wszystko jest bardziej poukładane. W Hiszpanii jest dużo samowolki pod tym względem, często w urzędach nie otrzymujesz całkowitej informacji lub sprzeczne informacje. Tu sama mogę skonsultować moją wątpliwość szukając w regulującej ustawie, lub w ostateczności u adwokata. W Hiszpanii ustawy nawzajem się wykluczają i szukaj wiatru w polu!

Pamiętam ile razy ta ignorancja doprowadzała mnie do szału, bo ja polka przyzwyczajona jestem do jasnej, konkretnej informacji, a tu rzadko jesteś pewna czegokolwiek na 100%:) im to nie przeszkadza..ale poszłam na plażę i zrelaksowałam się i złość mi przechodziła.

Jeżeli ktoś myśli o przeprowadzce do Hiszpanii to polecam, bo żyje się łatwiej i przyjemniej, choć zaznaczam, że czasami jest trudno, bo nie jesteś u siebie, trzeba mieć dużo dystansu i dać na luz:)

Mogłabym dużo pisać o Hiszpanii, ale muszę wracać do pracy. Buziaki. c.d.n.

Opublikowano Emigracja, Późne macierzyństwo | Otagowano , , , | 3 Komentarze