Mała złośnica

Ah Boże, mam małą terrorystkę w domu! Ja nie należe do cierpliwych, wcześniej to często dawałam sobie upust własnym emocjom krzykiem, wybuchami, sportem, obrażaniem sie, itd. a teraz wiem, że już niemogę, a dużo częściej jestem wyprowadzana z równowagi. Wiem, że takie zachowanie jest negowane w społeczeństwie, ale cóż, dużo przeszłami też lubie postawić na swoim. Nena już w tak niewielkim wieku bardzo dobrze wie czego chce, a czego nie, co nieraz demonstruje krzykiem i piskiem. Gdy pytam Panie w żłobku jak się zachowuje i co robi jak inne dziecko ją uderzy i zabierze zabawkę odpowiadają: „włącza się taka syrena, że wszystkie wiemy, że coś Julci się dzieje, nawet jak nie jesteśmy w pobliżu.” „Znam to” – myślę. Córeczka odkąd nauczyła się krzyczeć to krzyczy, ale jak poznała piszczenie to piszczy, do tego rzuca się na podłogę i robi „przedstawienie.” Zaczął się bunt dwulatki. Szczególnie mnie to denerwuje w nocy czy rano, jak jeszcze dobrze nie otworzę oczy, a tu krzyk połączony z piskiem…od razu włącza mi się zły humor, mała płacze z błahych jak dla mnie powodów, które dla niej są gigantyczne: bo się obudziła, bo jej niewygodnie, bo smoczek pod plecami, itd. Uspokajam ją, ale często jest tak, że ona zaśnie, a ja już nie.Wczoraj jednak przeszła samą siebie. Nie chciała zupy, choć wiedziałam, że jest głodna i podałam pomidorówką, a tę lubi. Wrr…myślę, tyle co się narobię w tej kuchni, a ona nie chce jeść. Bo naprawdę największe ataki płaczu ma przy jedzeniu. Nie jest niejadkiem, ale warzywa są beee. No nic, zaczęło się, że podałam jej zupkę i poszłam smażyć kotlety, byłam pewna, że zje. Za chwilę wracam, aby zobaczyć jak jej idzie, a ta zupa ląduję na stoliku nie do jej buzi, nawet nie celowała do buzi tylko prosto z talerza na stoliczek. Jak to zobaczyłam to szlak mnie trafił, zabrałam jej łyżeczkę i podniosłam głos i zaczęło się. Ryk w niebogłosy, więc podałam jej łyżkę zupy mówiąc: „teraz Mama Cię nakarmi„, a ona odsuwa mi rękę i płacze. Myśle sobie: „Ona nie chce, aby ją karmić, chce jeść sama„, ale musze nad nią stać, więc podaje jej łyżeczkę, a ona w większy płacz, potem mnie odsuwała jakby chciała, abym poszła, no ale ja chcę aby zjadła! I próbuje jeszcze raz, ona kręci głową na nie i płacze przeraźliwie. We mnie coś się wzbiera, ale nic, ściągam śliniak, mówie spkojnym głosem: „Jak niechcesz to nie.” Wyciągam z krzesełka, a ona w ryk i pokazuje mi na krzesełko, że chce siedzieć tam, więc spowrotem ją w te krzesełko, nie uspokaja się. „Pójdę do kuchni i poczekam, aż się spokoi „- myślę. A tu nic, jeszcze głośniej, – przerźliwy krzyk jakby coś się jej działo, staram się utrzymać moje nerwy na wodzy i przeczekać, że sama się uspokoi, ale po 3 minutach tego przeraźliwego krzyku postanawiam zobaczyć co się dzieje, zaglądam do pokoju, a ona widząc mnie bardziej płacze. Ponieważ był to atak, pomyślałam, ze lepiej wyciągne ją z krzesełka, bo jak zacznie się bujać to jeszcze spadnie z tego lekkiego ikeowskiego mebelka. Wyciągnęłam i posadziłam na podłodze, to odrazu się położyła i ryczy w niebogłosy, ja zła, że jeszcze jej nie przeszło, postanawiam, zostawić ją samą i znowu nie uspokaja się. „Cholera”– myśle, zaraz sąsiedzi pomyślą, że ją maltretuje albo co. Przypomniała mi się ta metoda usypiania dzieci w łóżeczku, nie pamiętam teraz kogo polegająca na tym, aby zostawić płaczące dziecko w łóżeczku przez 7,5 i 3 minuty, tylko wchodzić i uspakajać bez brania na ręce, aż w końcu zaśnie i matki opisywały, że trudno wytrzymać w bezruchu słysząc taki płacz, ale jak już się wytrzyma, to działa, dziecko w końcu zasypia same. Więc czekam, aż się uspokoi, mijają minuty, chęć zajrzenia do niej mnie przerosła i zaglądam, a ona patrzyła w stronę drzwi, jakby czekając na mnie, ale zaczyna dalej drzeć się. Złość mnie bierze, że sie nie uspokaja i jednocześnie zaczynam sie marwić, czy naprawdę jej nic nie jest, choć znam ją dobrze i wiem, że to jest objaw złości. Mówię do niej:„Mama idzie do kuchni, a ty proszę uspokuj się.” Ale ta taktyka okazała się zawodna, widziałam w jej oczach zawód. Ten krzyk był taki przerażający, taki prawdziwy, że byłam zdezorientowana i zastanawiałam się co chce mi powiedzieć albo co jest grane bo już to trwało myśle ok 10-15min, choć wydawalo mi, że z pół godziny, z krzykiem podniosła się na nogi, a ja poszłam do kuchni z bólem serca. Przyszła za mną i wedy już nie wytrzymałam, ukucnęłam i wyciągnęłam ręce mówiąc: „Chodź na przytulaski„, skierowała się do mnie, ale po chwili przystanęła jakby nie była pewna i patrzyła oczami zbitego psa i cofnęła się. Byłam w szoku, więc jeszcze raz powtórzyłam aby przyszła i przyszła w objęcia, ale ciągle płakała. Przytuliłam te małe drżące ciałko i zaczęłam bujać śpiewając. W końcu uspokoiła się. Poczułam się lepiej ale zarazem jakbym poniosła klęskę, jakby to ona mną manipulowałą. Wiem, że to ja muszę wyznaczyć granice, ale też na bardzo duże emocje nie mogę jej narażać. To wcale nie jest łatwe, to jest bardzo trudne tak grać w emocje z małym dzieckiem, dużo łatwiej rozumiem się z dorosłym! Bardzo się również zdziwiłam, że była tak nieugięta i nie uspakajała się, gdy została sama, tak jak wcześniej. Moja starsza ciotka w rodzie mówi mi, że sprawdza mnie na ile może sobie ze mną pozwolić i że dzieci to tacy mali dyplomaci, są bardzo sprytne:)

Informacje o Mamapo40

Matka polka po 40, która chce podzielić się własnymi doświadczeniami późnego macierzyństwa i przedstawic blaski i cienie bycia Mamą
Ten wpis został opublikowany w kategorii dziecko, Mama po 40, Późne macierzyństwo, trudne macierzynstwo i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Mała złośnica

  1. cieniewiatru pisze:

    cierpliwości, bunt dwulatka minie

  2. Mysza w sieci pisze:

    Jeszcze nie raz ulegniesz pod presją dziecięcych emocji 😉 Potem będą innego rodzaju bunty, więc wytrwałości życzę..

  3. dotka40 pisze:

    Życzę wytrwałości, cierpliwości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s