Zabieg przeciwzmarszczkowy

Hej:) zrobiłam sobie zabieg przeciwzmarszczkowy laserem pikosekundowym i chciałam się z Wami podzielić doświadczeniem. Moja skóra w ciągu ostatnich dwóch lat zwiotczała, zapewne przez to że schudłam na twarzy, ale i przez zmartwienia które towarzyszyły mi od dłuższego czasu. Postanowiłam, że coś z tym zrobię bo nie byłam zadowolona jak patrzyłam w lustro. Szukałam czegoś dla siebie, ale wiedziałam że nie będzie to żadne nastrzykiwanie. Renowacja naskórka bardzo do mnie przemówiła.  Zabiegi laserowe są kosztowne, ale skorzystałam z wrześniowej promocji 50% w sprawdzonym gabinecie VESUNA w Krakowie. Na czym polega taki zabieg? Otóż wiązka laserowa rozbija komórki dogłębnie (niszczy je), aby te, gojąc się odrodziły się na nowo. Przemówił do mnie taki zabieg i zapisałam się. Bałam się bo oglądając relacje innych kobiet widziałam jak wyglądała ich twarz po zabiegu. Z twarzy leci krew, jest to jedna wielka rana.

Ponieważ po zabiegu nie można wychodzić z domu wybrałam się w piątek. Przed zabiegiem miałam jeszcze konsultacje gdzie dostałam szereg zaleceń jak przygotować się do takiego zabiegu, między innymi: nie opalać się na 4 tyg. przed oraz nie używać retinolu i wiele innych. Pani kosmetolog poinformowała mnie, że jest możliwość użycia kremu znieczulającego podczas zabiegu ale przeszkadza to w ustawieniu intensywności wiązki, stwierdziłam więc że spróbuję bez.

Pierwszy kontakt z laserem dał mi pojęcie co to jest. Poczułam ból i pieczenie, pachniało paloną skórą. Ból był średni dlatego powiedziałam pani że obędzie się bez znieczulenia. Niestety w miarę trwania zabiegu już nie byłam taka wytrzymała. Bolało jak cholera! Dostałam gumowe kuleczki do ściskania ale i moje nogi kopały w fotel. W którymś momencie poleciały mi łzy. Ale to wszystko nic jak zobaczyłam swoją twarz to się przeraziłam, wyglądała jakby mi zdarto skórę.

Po zabiegu

Po zabiegu

2 pierwsze dni po były tragiczne. Pierwsza noc nie przespana, miałam wrażenie że powietrze w mieszkaniu jest skażone, byłam przerażona że dostanę infekcji bo wszędzie mam kocią sierść, choć codziennie odkurzam ale wiadomo ile unosi się w powietrzu. Bałam się położyć twarz na poduszce (zmieniona poszewka), wszystko mnie drażniło. Psychicznie też miałam dół i żałowałam ale tylko 2 pierwsze dni.

Bardzo intensywna pielęgnacja jest kluczem do sukcesu!

Krem regenerujący po zabiegach na zmianę z nawilżającym plus przemywanie letnią wodą lub delikatnym żelem do mycia twarzy i tak z 6 razy dziennie. Skóra szybko się regeneruje. Piłam dużo wody. Strupki w ciągu 3 dni prawie wszystkie zniknęły, a potem to już było z górki.

Dzień 3
Dzień 5
Dzień 7.

W poniedziałek już odprowadziłam córę do żłobka w maseczce i czapeczce z daszkiem, a od środy mogłam już wyjść bez czapki. Teraz muszę używać kremu z faktorem 50+ przez miesiąc i tyle. Dziś czuję się lepiej i jestem zadowolona gdy patrzę w lustro. Skóra jest gładsza, a zmarszczki spłaszczone delikatnie.

Macie pytania? Z chęcią odpowiem.. 🙂

O Mamapo40

Matka polka po 40, która chce podzielić się własnymi doświadczeniami późnego macierzyństwa i przedstawic blaski i cienie bycia Mamą
Ten wpis został opublikowany w kategorii Późne macierzyństwo i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Leave a Reply