Spotkała się mama z nie mamą

Witajcie! nie piszę ostatnio, bo muszę brać się do pracy i zacząć zarabiać własne pieniądze, bo ZUS w górę i w końcu niezależna chce być;) Dziś opiszę historię z życia wziętą.

Przeprowadziłam się, i z moją przyjaciółką (nazwijmy ją Ania) z młodych lat nie widziałam się 3 lata. Poza tym też nie rozmawiałyśmy, bo się obraziła.. (my Polacy bardzo honorowi).. Historia jest taka, że Ania nie widziała mojej córki i Ania nie ma własnych dzieci, a dziś ma 44 lata. Ma siostrzenicę już pannicę. Moja mała ma różne etapy teraz, od tygodnia histerii po tydzień aniołka. Traf chciał, że Ania przyjechała w tydzień histerii, ale i ja nie wiem czym to jest spowodowane. Mała choć już ma 2 lata i 7 mcy cały czas ząbkuje, jeszcze kilka sztuk jej brakuje, do tego przechodzi bunt dwulatka, który zaczął się jak miała 1rok 8mcy! Ja byłam szczęśliwa że Ania przyjechała w odwiedziny na swoim urlopie i kupiła bilet w 1 stronę, aby sobie posiedzieć. Przyjechała w sobotę, a na niedzielę miałyśmy plan jechać do Parku ojcowskiego spędzić ciekawie niedzielę. Córa już w sobotę pokazała różki, miała epizod pisku i płaczu, ale krótki. Ja wiedząc jak to jest być bezdzietnym i kiedy cię dzieci denerwują wyobrażałam sobie, że Ania znosi krzyki bo musi i robi dobrą minę do złej gry.. ale nic.. wszystko było w porządku. Ania piła wino w sobotę i gadałyśmy do późna w nocy.. chyba do 2h. Naprawdę brakowało mi jej i tych naszych pogaduszek:) Ostrzegłam ją, że mała budzi się o 6h i robi hałas. I tak było. W niedzielę o 6h już jej cieniutki, przeszywający głosik rozbrzmiewał po mieszkaniu domagając się uwagi. Oczywiście córka weszła do śpiącej cioci i ją obudziła, a ciocia nieprzytomna musiała zmienić miejsce leżenia na naszą sypialnię, ale już sobie nie pospała. Gdybym miała piętrowy dom wtedy może miałaby szanse na wypoczynek;)

Ania w niedzielę czuła się kiepsko, trochę bolała ją głowa i niewyspana była, ale nic, postanowiłyśmy trzymać się planu.

Ponieważ zawsze jeździłam tam z facetem i robiliśmy jakieś 30 km, znalazłam na mapie inne, bliższe wejście do parku, o 12 km. Wybrałam te bliższe i pojechałyśmy. Okazało się na miejscu dlaczego facet wybierał dalszą drogę. Wejście do Parku było cały czas schodzenie z górki, jakieś 3 km do najbliżej restauracji, no a potem trzeba było wrócić z tym wózkiem i Ania już na samym początku drogi to zaznaczyła, że jak będziemy wracać, a upał był. Ja mam troszkę więcej formy (nabytej spacerami i ciągłym „byciem w ruchu” więc tak bardzo się nie martwiłam…do czasu jak się zmęczyłam.

Zabrałam małej asekuracyjnie smoczek, bo w tych dniach naprawdę maruda była. Normalnie daje tylko na noc. Już nie pamiętam dlaczego miała ten smoczek, ale ja się uparłam, że nie ma powodu aby miała go na spacerze (bo nigdy na spacerze nie chodziła ze smoczkiem, poza tym była spokojna) i jej zabrałam tłumacząc, że smoczek jak ona doskonale wie jest tylko na noc. I zaczęło się: RYK nie z tej ziemi, ale przeraźliwy! Cisza w parku, niedziela, ludzie chcą delektować się szumem drzew i śpiewem ptaków, a mała zaczęła koncert. Naprawdę, jej płacz był tak przeraźliwy i tak drażniący w tym parku, że nawet mi matce grał na nerwach. Zaczęłam spokojnie, tłumacząc… nie ma opcji, jeszcze gorzej płakała. Rzucała się na wózku, chciała z niego wyjść, jak pytałam, czy chce na nóżkach wrzeszczała, że nie. Nie powinno, ale głupio troszkę mi było przed przechodzącymi ludźmi, choć rzadko przejmuje się opinią innych. Po dłuższej chwili zaczęłam się denerwować i ja. Co ona wyprawia, dlaczego taka histeria, ten krzyk doprowadzi mnie do szału, skąd ona ma tyle siły na takie krzyczenie i to przez tyle czasu???? Brałam ją na ręce, uspokajałam, pokazywałam kwiatki (bo lubi) i starałam się odwracać jej uwagę, ale on wciąż po 20 minutach domagała się wrzeszcząc smoczka. W niektórych momentach już płakać i mi się chciało, bo czułam się bezradna, ale wiem, że trzeba być konsekwentnym i postanowiłam nie dać jej smoczka. Ania, najchętniej by uciekła od nas, kilka razy wspomniała o powrocie do domu. Źle się czuła, biedaczka, a tu jeszcze to. Ja z małą na rękach ok 45 min, ryczała (bo inaczej nie można tego nazwać) około godziny, aż w końcu się uspokoiła. Traf chciał, że jak tylko doszłyśmy do restauracji, byłyśmy zmęczone, słońce paliło jak cholera i do tego kolejki długaśne. Zjadłyśmy, odganiając osy i już chciałyśmy wracać, bo Ania źle się czuła a ja chciałam mieć tę drogę pod górę za sobą, nie wyobrażałam sobie pokonać ją pchając 3 km wózek z 12kg pod górę!. Dzięki Bogu droga szła pod koronami drzew. Ale ja miałam chytry plan, który się sprawdził:) postanowiłam zatrzymać samochód który wyjeżdżał z parku (a tylko nieliczni miejscowi mogą jeździć) i tak zrobiłam. Miły straszy Pan zabrał nas na górę i byłyśmy w 10 min:)

Ale tego samego wieczoru Ania powiadomiła mnie że jutro wraca do domu i kupiła bilet na pociąg. Cóż mogę powiedzieć, rozumiem ją. Gdy sama nie miałam dzieci po prostu mnie drażniły jak płakały, krzyczały itd..Gdy moja kuzynka zostawiała mi swojego synka, zdarzyło się kilka razy, cieszyłam się jak już wracała po niego. Dziś zmieniłam się, dzieci są ważne i ich emocje i odczucia. To na nich musimy się skupiać i kreować pozytywne emocje, a przy własnych dzieciach ta trudna praca jest pasjonująca. Buziaki dla Ani i Was wszystkich:)

O Mamapo40

Matka polka po 40, która chce podzielić się własnymi doświadczeniami późnego macierzyństwa i przedstawic blaski i cienie bycia Mamą
Ten wpis został opublikowany w kategorii Późne macierzyństwo. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Spotkała się mama z nie mamą

  1. Mysza w sieci
    Mysza w sieci pisze:

    Coś czuję, że Ania wychwala teraz pod niebiosa swój spokój 😉 Ale my na szczęście wiemy, że nie zawsze jest tydzień diabełka, a ten aniołka rekompensuje wszystkie hałasy i nerwy 🙂 Pozdrowionka i wytrwałości!

Leave a Reply