Wybór przedszkola.

Stoję przed dylematem wyboru przedszkola. Montessouri? Niekonwencjonalne, do 10 osób czy moloch, gdzie dzieci mają zapewnione atrakcje.

Tu, gdzie córa chodzi do żłobka od kiedy przyszły maluszki bobaski już nie jest tak samo. Ona, już starsza ! -2,8mcy nie czuje się identycznie wśród bobasów. Zresztą ja potrzebuje pomocy do odpieluchowania jej, bo samej nie dam rady..a przy starszakach nauczy się szybko..myślę;)

Mam do dyspozycji następujące opcje: przedszkole moloch, gdzie grupy są do 15 dzieciaków, a grup jest sporo. Wszystkie restrykcje bardzo surowe. Nie widzieliśmy sal, bo nie można było ni zajrzeć za względu na bezpieczeństwo (covid), a mała aż się wyrywała słysząc dzieciaki a nie mogąc wejść do auli. Gdy Pani mi stanowczo odmówiła zajrzenia do sali trochę mnie to zdziwiło, taka nieugiętość, nikomu nic by się nie stało jakby głowę wychylił w maseczce aby zajrzeć do sali zabaw.

Druga opcja to przedszkole domowe prowadzone przez małżeństwo, do 10 dzieci. Tam bez maseczek weszliśmy, sal 3, pies , ogród, przyjemnie. Pani wyluzowana, a i rodziców którzy przybyli po pociechy zapytałam i zadowoleni. Jedyne do czego mogłabym się doczepić to brak harmideru, życia, bo mało dzieci:) Ale z drugiej strony może w takim środowisku dzieci traktowane są bardziej indywidualnie. Tacie się bardziej spodobało to przedszkole, a ja jakbym mogła to bym wybierała jeszcze ale muszę szybko podjąć decyzję, bo wypowiedziałam już żłobek:) Innych opcji nie biorę pod uwagę ze względu na odległość.

Mała już wie co znaczy przedszkole i że tak są starszaki, które nie noszą pieluch. Widzę jej podniecenie gdy mówią że wkrótce pójdzie do przedszkola..aż się rwie:)

źródło::sosrodzice
Zaszufladkowano do kategorii Późne macierzyństwo | Otagowano przedszkole, wybór przedszkola | 2 komentarze

„Cała prawda o macierzyństwie” -zapowiedź

Dziś chciałam się z Wami podzielić moim 2 letnimi wypocinami, bo tak tylko mogę nazwać pisanie ebooka o macierzyństwie przy jednoczesnym wychowywaniu małej pociechy. Dziś przed Wami odkryję rąbka przyszłej publikacji o macierzyństwie. Kto mnie śledzi wie, że macierzyństwo na początku było dla mnie bardzo bardzo trudne, wątpiłam tyle razy czy dobrze zrobiłam pakując się w nie. Dlatego czytając posty matek które mają takie same przemyślenia, bardzo dobrze je rozumiem. Nie wszystkie narodziłyśmy się z donem do rodzenia i wychowania. Przeżywałam załamanie psychiczne, nerwowe, emocjonalne i nie wiem jakie jeszcze na początku przygody jakim jest macierzyństwo, ale dziś wszystko wygląda inaczej:)

E-book, który napisałam opowiada o moich emocjach, przemyśleniach i odczuciach podczas pierwszych dwóch lat małej córeczki. Mam nadzieję, że pomoże wiele zrozumieć takim pierwszym mamom, które szukają odpowiedzi na wiele pytań..

Dziś wrzucam dwie strony tu:

https://mamapo40.blog/wp-content/uploads/2020/09/cala-prawda-o-macierzynstwie.a.piotrowska-strony-27-28.pdf

aby przyszłe Mamy mogły zobaczyć jak opisuje swoje doświadczenia i niebawem opublikuje e-book..

a tu jeszcze spis treści:

https://mamapo40.blog/wp-content/uploads/2020/09/cala-prawda-o-macierzynstwie.a.piotrowska-spis-tresci.pdf

Pozdrawiam Mateczki

PUBLIKACJA JUŻ DOSTĘPNA TUTAJ

Zaszufladkowano do kategorii Późne macierzyństwo | Otagowano cała prawda o macierzyństwie, ciąża, dziecko, ebook o macierzyństwie, książka o macierzyństwie, macierzyństwo | 4 komentarze

Spotkała się mama z nie mamą

Witajcie! nie piszę ostatnio, bo muszę brać się do pracy i zacząć zarabiać własne pieniądze, bo ZUS w górę i w końcu niezależna chce być;) Dziś opiszę historię z życia wziętą.

Przeprowadziłam się, i z moją przyjaciółką (nazwijmy ją Ania) z młodych lat nie widziałam się 3 lata. Poza tym też nie rozmawiałyśmy, bo się obraziła.. (my Polacy bardzo honorowi).. Historia jest taka, że Ania nie widziała mojej córki i Ania nie ma własnych dzieci, a dziś ma 44 lata. Ma siostrzenicę już pannicę. Moja mała ma różne etapy teraz, od tygodnia histerii po tydzień aniołka. Traf chciał, że Ania przyjechała w tydzień histerii, ale i ja nie wiem czym to jest spowodowane. Mała choć już ma 2 lata i 7 mcy cały czas ząbkuje, jeszcze kilka sztuk jej brakuje, do tego przechodzi bunt dwulatka, który zaczął się jak miała 1rok 8mcy! Ja byłam szczęśliwa że Ania przyjechała w odwiedziny na swoim urlopie i kupiła bilet w 1 stronę, aby sobie posiedzieć. Przyjechała w sobotę, a na niedzielę miałyśmy plan jechać do Parku ojcowskiego spędzić ciekawie niedzielę. Córa już w sobotę pokazała różki, miała epizod pisku i płaczu, ale krótki. Ja wiedząc jak to jest być bezdzietnym i kiedy cię dzieci denerwują wyobrażałam sobie, że Ania znosi krzyki bo musi i robi dobrą minę do złej gry.. ale nic.. wszystko było w porządku. Ania piła wino w sobotę i gadałyśmy do późna w nocy.. chyba do 2h. Naprawdę brakowało mi jej i tych naszych pogaduszek:) Ostrzegłam ją, że mała budzi się o 6h i robi hałas. I tak było. W niedzielę o 6h już jej cieniutki, przeszywający głosik rozbrzmiewał po mieszkaniu domagając się uwagi. Oczywiście córka weszła do śpiącej cioci i ją obudziła, a ciocia nieprzytomna musiała zmienić miejsce leżenia na naszą sypialnię, ale już sobie nie pospała. Gdybym miała piętrowy dom wtedy może miałaby szanse na wypoczynek;)

Ania w niedzielę czuła się kiepsko, trochę bolała ją głowa i niewyspana była, ale nic, postanowiłyśmy trzymać się planu.

Ponieważ zawsze jeździłam tam z facetem i robiliśmy jakieś 30 km, znalazłam na mapie inne, bliższe wejście do parku, o 12 km. Wybrałam te bliższe i pojechałyśmy. Okazało się na miejscu dlaczego facet wybierał dalszą drogę. Wejście do Parku było cały czas schodzenie z górki, jakieś 3 km do najbliżej restauracji, no a potem trzeba było wrócić z tym wózkiem i Ania już na samym początku drogi to zaznaczyła, że jak będziemy wracać, a upał był. Ja mam troszkę więcej formy (nabytej spacerami i ciągłym „byciem w ruchu” więc tak bardzo się nie martwiłam…do czasu jak się zmęczyłam.

Zabrałam małej asekuracyjnie smoczek, bo w tych dniach naprawdę maruda była. Normalnie daje tylko na noc. Już nie pamiętam dlaczego miała ten smoczek, ale ja się uparłam, że nie ma powodu aby miała go na spacerze (bo nigdy na spacerze nie chodziła ze smoczkiem, poza tym była spokojna) i jej zabrałam tłumacząc, że smoczek jak ona doskonale wie jest tylko na noc. I zaczęło się: RYK nie z tej ziemi, ale przeraźliwy! Cisza w parku, niedziela, ludzie chcą delektować się szumem drzew i śpiewem ptaków, a mała zaczęła koncert. Naprawdę, jej płacz był tak przeraźliwy i tak drażniący w tym parku, że nawet mi matce grał na nerwach. Zaczęłam spokojnie, tłumacząc… nie ma opcji, jeszcze gorzej płakała. Rzucała się na wózku, chciała z niego wyjść, jak pytałam, czy chce na nóżkach wrzeszczała, że nie. Nie powinno, ale głupio troszkę mi było przed przechodzącymi ludźmi, choć rzadko przejmuje się opinią innych. Po dłuższej chwili zaczęłam się denerwować i ja. Co ona wyprawia, dlaczego taka histeria, ten krzyk doprowadzi mnie do szału, skąd ona ma tyle siły na takie krzyczenie i to przez tyle czasu???? Brałam ją na ręce, uspokajałam, pokazywałam kwiatki (bo lubi) i starałam się odwracać jej uwagę, ale on wciąż po 20 minutach domagała się wrzeszcząc smoczka. W niektórych momentach już płakać i mi się chciało, bo czułam się bezradna, ale wiem, że trzeba być konsekwentnym i postanowiłam nie dać jej smoczka. Ania, najchętniej by uciekła od nas, kilka razy wspomniała o powrocie do domu. Źle się czuła, biedaczka, a tu jeszcze to. Ja z małą na rękach ok 45 min, ryczała (bo inaczej nie można tego nazwać) około godziny, aż w końcu się uspokoiła. Traf chciał, że jak tylko doszłyśmy do restauracji, byłyśmy zmęczone, słońce paliło jak cholera i do tego kolejki długaśne. Zjadłyśmy, odganiając osy i już chciałyśmy wracać, bo Ania źle się czuła a ja chciałam mieć tę drogę pod górę za sobą, nie wyobrażałam sobie pokonać ją pchając 3 km wózek z 12kg pod górę!. Dzięki Bogu droga szła pod koronami drzew. Ale ja miałam chytry plan, który się sprawdził:) postanowiłam zatrzymać samochód który wyjeżdżał z parku (a tylko nieliczni miejscowi mogą jeździć) i tak zrobiłam. Miły straszy Pan zabrał nas na górę i byłyśmy w 10 min:)

Ale tego samego wieczoru Ania powiadomiła mnie że jutro wraca do domu i kupiła bilet na pociąg. Cóż mogę powiedzieć, rozumiem ją. Gdy sama nie miałam dzieci po prostu mnie drażniły jak płakały, krzyczały itd..Gdy moja kuzynka zostawiała mi swojego synka, zdarzyło się kilka razy, cieszyłam się jak już wracała po niego. Dziś zmieniłam się, dzieci są ważne i ich emocje i odczucia. To na nich musimy się skupiać i kreować pozytywne emocje, a przy własnych dzieciach ta trudna praca jest pasjonująca. Buziaki dla Ani i Was wszystkich:)

Zaszufladkowano do kategorii Późne macierzyństwo | 1 komentarz

Upały

Ten post poniżej pisałam na Majorce w lipcu.. zaczęłam i nie skończyłam.. ale okoliczności podobne więc się dzielę..

Cześć, jesteśmy u babci na Majorce jak co roku. Co roku staram się nie planować wizyty u babci ani w lipcu ani w sierpniu ze względu na upały, ale teraz to nie upały dyktowały warunki a pandemia. Im jestem starsza tym bardziej mi dokucza wyższa temperatura. Najpierw o podróży: więc byłam zaskoczona że samolot w 70% zapełniony. Ludzie się nie boją, a myślałam że będzie mało ludzi. Na lotnisku w Balicach były puchy, a jednak w samolocie okazało się że jest nas dużo, na 180 miejsc, 100 zajętych. Na lotnisku w Palmie może nie tłumy jak zwykle, ale ludzi sporo… Nie będę się wypowiadała co myślę o otwarciu turystyki zagranicznej w dobie pandemii, nie popieram ale kasa rządzi. Jak wyszliśmy z lotniska uderzył nas obuch-ściana stojącego gorącego powietrza w którym ciężko się oddycha. Mała ucieszyła się na widok babci, poznała ją choć pół roku nie widziała na żywo. Jak dojechaliśmy do domu, z początku wstydziła się dziadka, a może troszkę się bała, pierwsze 2 minuty , bo starszy człowiek wiadomo.. nie ładny. Temperatura w dzień do 35 stopni, ale jesteśmy w środku wyspy, nie przy morzu.. i tu się odczuwana mocniej. Rano, wieczór i noc ochładza się, choć pierwsza noc była gorąca i nie mogłam spać. Przed południem babcia zamyka wszystkie okna i często okiennice i panuje mrok w mieszkaniu.. ale jest chłodno. Trudno wyjść w południe z domu.. bo masz wrażenie że pali ci ciało żywym ogniem a świerszcze grają jak szalone. Po południu klimatyzacja chodzi w domu w całym domu i tylko nocą się ochładza na zewnątrz. Pamiętam jak kiedyś mieszkałam na Majorce to nawet noce były gorące po 25°C, nie można było spać..nie raz nakładałam zwilżoną koszulkę do spania. W dzień ciężko chodzić na zewnątrz, nawet na plaży nie było wytchnienia bo piasek gorący a morze jak zupa…i do tego nic się nie chce.. Człowiek jest jak dętka.. tu bym chciała tyle rzeczy zrobić, a tu nie mam siły.. Szczególnie trzeba uważać na dzieci.. Czapka, krem przeciwsłoneczny i woda to MUS..

A teraz w Polsce to jest to samo.. Ja mam pokój dzienny na południe.. po zeszłym roku, kiedy to nie miałam wytchnienia nawet z opuszczonymi roletami przeciwsłonecznymi, zamontowałam markizę nad balkonem i ciut lepiej. Swoją drogą, jeżeli to ocieplenie klimatu będzie postępowało szybko to i w PL klimatyzacja w domu czy mieszkaniu będzie normalką. Ten tydzień po 30 stopni.. nie wychodzę jak nie muszę, dopiero ok 18h..A nazakupy rano. Córce i sobie aplikuje 50+. Dobrze że las blisko i tłumy przyjeżdżają po 18h.

Co to jest do cholery? Stara się robię.. Kiedyś to się cieszyłam jak było ciepło. Co za radość na wakacjach na Bałtykiem wieczorem chodzić w koszulce na ramiączka teraz tak mi przeszkadzają upały… a rozważamy wracać na Majorkę, bo tam dziadki, znajomi, dom.. Ale jak ja wytrzymam te upały…..to jest wyzwanie, dlatego długo się zastanawiam…. ochłody Wam życzę;*

źródło: wp.pl
Zaszufladkowano do kategorii Późne macierzyństwo | Otagowano calor, lato, słońce, upał | 5 komentarzy

Jest moc!

źródło: cefarm24

Tu i teraz chciałam podziękować za lajki zebrane z licytacji siepomaga dla Julii Kuczały… https://www.siepomaga.pl/julia-kuczala?fbclid=IwAR13AFhY6Oop29Xf3U0lFuf5DyolErCawiZqAnvdjIL1xnAKpjZIxiFCCOknie spodziewałam się takiego odzewu bo zebrałam więcej niż 100%.Widać ile jest jeszcze dobrych ludzi.. choć bywały momenty, że w to wątpiłam.. My, (w większości) zdrowi ludzie, wiodący normalne życie, bez dramatów rzadko przejmujemy się losem innych. Najczęściej Ci których spotkała choroba w rodzinie lub ludzie o dobrym sercu reagują i pomagają. Wiem, bo sama zmagałam się z zapaleniem wątroby typu C, poważną chorobą, którą udało się przezwyciężyć dzięki pozytywnemu nastawieniu, a to jest możliwe dzięki wsparciu i nadziei na życie! ARMIA Aniołów to dobre określenie dla tej zbiórki bo tylko razem można tyle osiągnąć. Bardzo bardzo cieszę się że w PL jest tak ogromne zaangażowanie w pomaganie. To już 2 licytacja w której biorę udział… I tamta zakończyła się szczęśliwą operacją w Stanach. Jestem pod dużym wrażeniem! W Hiszpanii gdzie mieszkałam, nigdy o czymś podobnym nie słyszałam ani nie widziałam. Kropla do kropli i powstaje morze… Gdyby tak jeszcze w kilku innych kwestiach można było mieć taki power i siłę do zmiany.. np. w przypadku masowej wycinki lasu..to bliskie mojemu sercu ale nie poruszam bo to już polityka….

Jeszcze raz bardzo bardzo dziękuję!!! I wszystkim zdrówka i pomyślności życzę

Zaszufladkowano do kategorii Późne macierzyństwo | Otagowano pomagamy, siepomaga | Dodaj komentarz

Letnia zupa z Majorki dla Mamy (nie dla dziecka:)

Dziś nie będzie o dziecku..ani o macierzyństwie, bo jakoś zaczęłam się lepiej „rozumieć” z małą.. bunty szybko opanowuje przynajmniej tak było w tym tygodniu. Ale podam Wam drogie mamy i niemamy fajny przepis na letnią zupę krem z buraków. Ja ogólnie odkryłam, że surowe warzywa smakują znakomicie w lato, nawet kupiłam sokowirówkę! Smakują, są delikatne, lekkie i odświeżające.. A przy upałach nie otłumniają jak te gorące i tłuste

To nie jest blok kulinarny, bo ja na kuchni mało się znam i niechcem ale muszem gotować.. ale ta zupa urzekła mnie i chce się podzielić.. przepis znalazłam jak byliśmy na Majorce na wakacjach w czasopiśmie mojej teściowej. Nie nie jest to typowa potrawa hiszpańska czy majorkińska. Jest to taki nowoczesny krem, najprawdopodobniej powstał jako eksperyment.

Przepis na krem z surowych buraków:

Wg czasopisma Ja dałam ( bo nie mam wagi)

130 gr buraków 2 małe buraki

100 gr jabłek 1/2 jabłka

40 gr cebuli 1/2 cebuli czerwonej

50 gr awokado 1 szt. awokado

25 ml soku z cytryny sok z 1/2 cytryny

imbir wielkości ząbka czosnku

500 ml wody

30 ml oliwy

sezam i sól

Wszystko zmielić na krem i posypać sezamem.

Pycha smak taki świeży, egzotyczny trochę, bardzo mi smakowało:P

Miłego weekendu!

Zaszufladkowano do kategorii kuchnia, Późne macierzyństwo | Otagowano chłodnik, kuchnia hiszpańska, zupa na upały | 2 komentarze

Życie na wsi

Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami o życiu na wsi. A mam co porównywać bo wcześniej mieszkałam w Warszawie – moim rodzinnym mieście. Wyprowadziłam się za porywem serca za ojcem mojej małej przyznaję i nie żałuję. Mieszkamy w Małopolsce, 12 km od Krakowa. Z racji tego że kocham przyrodę i po powrocie z Majorki (gdzie też mieszkałam kilka latek) mieszkanie w blokowisku i duże miasto oraz praca w korporacji bardzo mnie szybko wypalały.

Kocham Wawkę, przyznaję, ale wieś też jest super:) Nie mieszkam w domu, ale w malutkim bloczku, wokół którego mamy 1h terenu wspólnie z innymi mieszkańcami i gdzie mogę spędzać czas. Do lasu mam 200m do a pod okna zaglądają sarny.. i dziki zimą. Mieszkam na obrzeżach wioski ale wszystko czego potrzebuję mam blisko, o ok 300m: sklep, aptekę, żłobek. Przyjechałam w 9 mcu ciąży i tu wychowuję córkę. Ludzie są mili i uczynni, choć nie tak otwarci jak w stolicy, tzn. pomocni ale nie zwierzający się:) znam kilka mam w okolicy ale spotkałam się raptem z nimi 2x. Wiadomo, to nie klimaty hiszpańskie gdzie ludzie nawet jak poznają się w dorosłym wieku spotykają się że sobą i wychodzą (nawet z dziećmi) przy najbliższej okazji. W Polsce liczy się tylko rodzina!

Nie raz sąsiedzi częstowali mnie porcjami swoich owoców: śliwkami, jabłkami. Raz nawet sąsiad uraczył mnie mięsem z zająca – „dla małej na zupkę, nie ze sklepu” -mówi. Rzeczywiście, było pyszne. Na terenie wokół bloku rosną na dziko wiśnie, śliwki, orzechy, porzeczki. U sąsiada mam też winogrona które mogę zrywać, te wychodzące za ogrodzenie z siatki, bez ograniczeń. Pychaaa. Nawet jedzenie w supermarketach smakuje lepiej niż w dużym mieście.. a mięso z mięsnego ma prawdziwy, głęboki smak. Życie płynie spokojnie i wolno… nieraz trochę nawet za monotonnie jak na mój gust, ale coś za coś.

W Warszawce jest bardzo dużo atrakcji i wielu znajomych, co weekend możesz robić co innego.. tu opcje się zawęziły do najbliższej okolicy i wszędzie samochodem. Te 3 lata spędzone tu pozwoliły skupić się na córce i moich projektach i rozwoju kreatywności- efekty wkrótce opublikuje:) sielską ciszę w lato przerywają kosiarki, sąsiedzi tylko się wymieniają przy koszeniu trawy wokoło. Bardzo pozytywna stroną jest, że wreszcie po 20 latach od zrobienia prawa jazdy zaczęłam jeździć samochodem:) .. w mieście używałam metra i mogłam szybko wszędzie się dostać.

Za oknem w ogrodzie zamiast kłótni z blokowiska słyszę jak ptaki drą się wniebogłosy co jest muzyką dla uszu a jak zadrę głowę widzę gwiazdy. Na przeciwko osiedla (3 bloczki) pasą się konie, które można dotknąć, a mała ma frajdę podając im do pyska trawę. Dziś uważam, że moje życie choć uboższe w rozrywkę i w kaskę jest bardziej jakościowe… Mniej choruję, naturę mam za oknem, nie spieszę się. Dla mnie jako projektanta ogrodów kontakt z przyrodą jest bardzo ważny.. Warszawka też jest ok, choć przytłacza po jakimś czasie.. I trzeba wyjechać aby odpocząć i tęsknię za kontaktem z moimi znajomymi, ale staram się od czasu do czasu zaaranżować spotkanko.. Kiedyś ludzie że wsi uciekali do miasta a teraz jest odwrotnie..

Prosto spod okna
Sarenka pod oknami
Zaszufladkowano do kategorii Polska | Otagowano #mamapo40 #matkapolka, countryside, polandcountryside, Wieś, z miasta na wieś, Zabierzów, życie na wsi | 10 komentarzy

Wybierasz się do Hiszpanii? Lepiej to przemyśl..

Cześć. Ja właśnie wróciłam z Majorki.. Mam dwa dni wolne sama, bez córki, tylko ja, cisza spokój:) Ale nie o tym ten post.

Polecieliśmy dnia 9 lipca, a już od 11 lipca musieliśmy my i wszyscy na wyspie założyć maseczki na zewnątrz. Pomyśl..normalnie w lipcu i w sierpniu są upały po 40 C, że ciężko oddychać, a tu jeszcze maseczka.

Na Majorce turystyka ruszyła na dobre, dużo hoteli jest otwartych, turyści napływają ..a tu taki myk..oni też muszą się dostosować do nowych zasad, a trudno im to przyswoić. W wiadomościach majorkańskich hotelarze narzekali, że turyści nie bardzo chcą sięgać po maseczki..i co się dziwić skoro są na wakacjach po miesiącach kwarantanny. W Magalufie (miejscowość typowo turystyczna na Majorce) jak co roku młodzi Anglicy szaleją i chleją nie zważając na sytuację. Rząd na Majorce zdecydował zamknąć wszystkie kluby rozrywkowe przez ich zachowanie.

Na Balearach NIE MUSISZ MIEĆ MASECZKI gdy jesteś na plaży, kąpiesz się w wodzie, konsumujesz, zawsze gdy utrzymujesz dystans min.1,5 metra. Dzieci do lat 6 nie mają obowiązku nosić maseczki. Podczas uprawiania sportu też nie musisz jej nosić ani jak masz problemy zdrowotne lub w oddychaniu, które musisz udowodnić.

Ale gdy wchodziłam do sklepów (maseczka zakrywa tylko usta, bo ciężko mi się oddycha bo mam chorą tarczycę) ekspedientki zwracały mi uwagę, że mam poprawić sobie maseczkę. Podchodzą bardzo poważnie do tematu, a w sklepach max po 1,2 osoby.

Obostrzenia się wznowiły, bo jak podawali w mediach coraz więcej nowych źródeł zakażeń w Hiszpanii jest spowodowanych wyluzowaniem społeczeństwa, spotkaniami itd.

Następnie wiele wspólnot, tak naprawdę większość wprowadziła noszenie maseczek: Katalonia,  Aragón, Murcia, La Rioja, Andaluzja, Cantabria, Navarra y el Kraj Vasco. Walencja się wstrzymała jak na razie. Czytałam, że w Andaluzji nawet na plaży maseczki są obowiązkowe oprócz momentów gdy kąpiesz się w wodzie, siedzisz pod parasolem ze swoją rodziną (ne przyjaciółmi). Mandat za nie noszenie maseczki to 100 euro.

Wiem, że ludzie rezygnują z wakacji w Hiszpani, ale w Polsce też pogoda w kratkę. My nad morzem wprost jej nie mieliśmy, było chłodno.

Dziwne te wakacje tego roku..czy wrócimy do tego co było???

MAPA WSPÓLNOT HISZPANII GDZIE MASECZKI NA ZEWNĄTRZ SĄ OBOWIĄZKOWE źródło: https://www.lagacetadesalamanca.es/
Zaszufladkowano do kategorii coronavirus, COVID 2019, Późne macierzyństwo | Otagowano covid2019, Hiszpania, mascarillas obligatorias, maseczki, wakacje2020 | 4 komentarze

Oficjalnie jesteśmy parą!

Hej Mamusie, nie mamusie i pozostali!

Dziś w Hiszpanii z ojcem mojej małej zarejestrowaliśmy się jako para. To nie ślub na który jeszcze chyba nie jestem gotowa i nie wiem czy kiedykolwiek będę, ale instytucja która także nakłada prawa i obowiązki na nas ale nie w takim stopniu jak ślub i dużo łatwiej się rozwieść- to tak trochę żartem..nazywa się „związek zalegalizowany.” Mam nadzieję że wytrzymamy ze sobą kolejne długie lata, a przede wszystkim że dalej będziemy się kochać i szanować. Tak naprawdę, dziś po tylu latach, ok 10 (dla mnie to bardzo długo) my dwie bardzo niezależne osoby mamy wspólny cel-jak najlepiej wychować naszą córkę. Denerwowałam się troszkę, choć podpis trwał 3 minuty ale to jakiś krok naprzód. Teraz tylko ustalić gdzie zamieszkać bo do tej pory to mieszkamy z przerwami bo tatko pracuje za granicą. Skomplikowane to wszystko, ale i mnie jakoś zawsze tak buziaki.
P. S. W Hiszpanii upały straszne a i w maseczkach trzeba chodzić na zewnątrz 🙁

Zaszufladkowano do kategorii coronavirus, Mama po 40, Późne macierzyństwo | Otagowano pareja, pareja de hecho, związek z hiszpanem, związki | 12 komentarzy

Krzyk i pisk!

Moja mała krzyczy wniebogłosy, ale to tak że trzeszczy w uszach.. Jak coś jest nie po jej myśli zaczyna koncert taki, że nieraz myślę że sąsiedzi wezwą policję, bo pomyślą że ją maltretujemy albo co.. Jakby ktoś chciał zmierzyć głośność myślę że zabrakłoby decybeli na miarce:) Na początku to normalnie nas przestraszał taki wrzask znienacka . Raz tata prowadząc samochód tak się przestraszył że stracił na chwilę kierownicę.. A na dodatek bardzo często nie rozumiemy dlaczego tak reaguje..I tylko jej znany jest powód którego nam nie zdradza nawet jak ją pytamy. Kiedyś tylko płakała, a teraz piszczy i krzyczy i nie można jej uspokoić, bo nawet jak próbuje zapytać, przytulić itp pogarszam sprawę.. I często muszę zostawić aż sama ochłonie gdy coś innego pochłonie jej uwagę. To jest irytujące, nie powiem ale nauczyłam się zachowywać spokój. Mam nadzieję że to taki etap, że chce wywrzeć na nas presję.. bo nie wyobrażam sobie że to nie minie. Czy Wy też tak miałyście?.. Dzwonię do mojej ciotki mentorki co twierdzi że dzieci dziś są bardziej roszczeniowe, ciągle domagają się czegoś, uwagi, bardzo jasno wyrażają niezadowolenie, marudzą, piszczą. A wszystko to bo mają dużo więcej stymulów, bodźców.. ciągłe zajęcia, dojrzewają szybciej umysłowo..ale czy emocjonalnie? Kiedyś „dzieci głosu nie miały” – co pewnie Mamy w moim wieku pamiętają, że…. byłyśmy innymi dziećmi.

Dziś krzyczała dobre 20 min.. I po 2,3 próbach uspojenia dałam sobie spokój. I rzeczywiście im więcej nadskakujemy w takich momentach krzyk staje się nie do zniesienia, dlatego daję na luz.. Tak dużo jeszcze przed nami nauki wychowania.. znam przypadek dorosłego kolegi który wspomina że jak płakał jako dziecko rodzice zostawiali go samego w pokoju dopóki się nie uspokoił. I na dobre mu to nie wyszło, ma problemy w okazywaniu emocji.. Gdzie zatem jest ta granica? Nadskakiwać nie, pozostawić samej także nie. Uf.. to nie łatwe dla matki, szczególnie takiej starszej, która chce aby wszystko było perfekcyjnie ale nikt z nas przecież nie jest perfekcyjny…

Zaszufladkowano do kategorii Późne macierzyństwo | 4 komentarze