Dziecko postarza czy odmładza?

Pamiętam jak w ciąży mówili mi: „dziecko Cię odmłodzi zobaczysz, poczujesz że żyjesz od nowa”. Tak, żyję od nowa to prawda, bo moje życie wygląda całkiem inaczej, dziś tylko robię przy dziecku 😉 ale również więcej się śmieje i jestem szczęśliwa. W jednym słowie zjebana, ale happy 😆

Hm… często zastanawiam się patrząc w lustro jak ktoś może twierdzić, że dziecko odmładza skoro ja widzę 10 lat starszą babkę w odbiciu lustrzanym? W ciągu dwóch lat macierzyństwa ja posypałam się kilka latek do przodu. Twarz szara, zmęczona, sieć zmarszczek wokół oczu i bruzd na brodzie. Nie wyglądam najlepiej. Wcześniej nie używałam kremów przeciwzmarszczkowych a teraz po prostu już muszę po nie sięgać. Poza tym zaczęłam robić domową mezoterapię igłową, stosować gimnastykę twarzy (podaje świetne ćwiczenia https://www.youtube.com/watch?v=TG9MUie7yGA&t=2422s) i rozglądam się za jakimiś koktajlami do aplikacji. Latka też już mam swoje ale trudno mi się pogodzić z opadającymi policzkami czy kącikami ust. Zima nie pomaga ani sezon grzewczy. Naukowo udowodnione zostało, że Matki szybciej się starzeją niż niematki. Nic dziwnego.. mamy mniej regenerującego snu, więcej zmartwień, pracy fizycznej na początku a potem psychicznej 😉 Być może czas nam tak szybko płynie, że nie zdajemy sobie z tego sprawy jak szybko się starzejemy, bo gdy są dzieci czas leci jak torpeda – tak mówią doświadczone Mamy. Ale za to młode duchem!.. Hahha.. temu nie zaprzeczę. Bieganie za dzieckiem, wspólne zabawy, śpiewanki, bajki, rysowanki.. To wszystko sprawia, że cofamy się do beztroskiego dzieciństwa i na chwilę zapominamy o troskach codzienności. To takie odświeżające:)!

Choć wcześniej dbałam o kondycje uprawiając sport, dziś i bez sportu, na który brak czasu, ale i energii zachowuję dobrą kondycję, ba. Długie spacery z wózkiem, zakupami, bieganie za młodą utrzymuje mnie w niezłej formie. Bark, kręgosłup i ramiona mam silne, nawet umięśnione. Gorzej z brzuchem:D

Coś w tym jest, zasiedzieć się nie mogę ani na kanapie, ani przed telewizorem, bo nawet jak mała jest w żłobku ja robię kilometry w domu czyli uprawiam sport, a tym samym zachowuję młodość .

Na podjadanie też niema czasu zbytnio, a ze słodyczy sama powoli rezygnuje, bo muszę chować się przed małą, ona jadłaby bez przerwy. Także same zalety!

Ciekawe jakie Wy macie spostrzeżenia na ten temat. Buziaki :*

Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano ,

WOŚP dla dzieci

Dziś rusza kolejna zbiórka Owsiaka na sprzęt dla dzieci. Jaki to wspaniały cel! Pamiętam kiedy nie miałam dzieci, były mi one obojętne. A jak płakały w autobusach, samolocie i przerywały moją słodką podróż często podczas której często chciałam się zrelaksować bo zawsze zapracowana byłam. I jak takie małe krzykacze siedziały koło mnie ja po prostu już wpadałam w zły humor. Nie rozumiałam, po prostu. Przez całe dorosłe życie nie miałam do czynienia z dziećmi, bardzo rzadko w rodzinie i po takim dniu miałam dosyć. Wszystkie te wołania o pomoc dla dzieci, fundację itd. reklamujące się w TVP nie poruszały mnie bo nie miałam własnego dziecka, a dzieciństwo trudne. Chcę napisać, że dziś kiedy sama mam dziecko wszystko wygląda inaczej. Poruszają mnie posty w TVP, w internecie o chorych dzieciach i wtedy jestem wdzięczna za zdrowe dziecko. Jestem wdzięczna za szczęście jakie mam i za zmianę jaka się we mnie dokonała. Stałam się wrażliwsza na los innych dzieci. Co do Owsiaka to odwala kupę super roboty już tyle lat. Ten pomysł to był jak strzał w dziesiątkę co roku zbierając coraz więcej ludzi, instytucji, w końcu całą Polskę i także Polonię mieszkającą za granicą. Dla mnie po prostu jest on bohaterem narodowym. To niewyobrażalne przedsięwzięcie skoro państwo nie ma na drogi sprzęt medyczny dla najmłodszych. Przecież ich los jest taki ważny. Nikt obojętnie nie przejdzie obok wolontariusza Orkiestry, a dziś jest ich 120 tysięcy! Więcej takich ludzi jak Owsiak a świat stałby się lepszy. W Polsce sytuacja chorych i potrzebujących jest ciężka i współczuje im dlatego wszystkie przedsięwzięcia typu zbiórki, wspomaganie prywatne jest na wagę złota. Jeszcze istnieją dobrzy ludzie którzy się dzielą. Dobrze też wiedzieć że TVP pomaga na dużą skalę bo potrzeby są duże. Jednakże czy nie lepiej by było aby państwo bardziej się opiekowało? Zostawię bez komentarza..Niech Orkiestra zbierze jak najwięcej. Miłego weekendu!

Opublikowano Późne macierzyństwo

Jak połączyć opiekę nad dzieckiem z pracą zawodową?

Cześć Mamusie. Ja już od kilku lat myślałam o tym aby zmienić zawód i robić to co lubię nawet jeżeli przyniesie mi to mniej kasy a najlepiej to na własny rachunek. Z wykształcenia ekonomistka i prace dotychczasowe szybko mnie nudziły i nie przynosiły satysfakcji. To, co wpłynęło na analize dotychczasowego życia to śmierć mojej Mamy, poczułam wtedy że życie mamy tylko jedno i takie krótkie, że nie warto robić tego w czym źle się czuję. Już dawno myślałam, że gdy kiedykolwiek będę miała dziecko (co nie było takie oczywiste) to chciałabym pracować z domu. Pierwszym moim zajęciem są tłumaczenia, które nawet lubię. Już żyjąc w Hiszpanii skończyłam podyplomowe na tłumacza, jednak jak wróciłam do Polski zaczęłam pracować w korporacji (gdzie m.in.tłumaczyłam). Praca dobrze płatna ale zajebiście stresująca. Szybko się wypalałam. Czułam że muszę coś zmienić bo tak pracować nie chce dłużej. Zawsze miałam pociąg do artystycznych zajęć, to przynosiło mi ukojenie i satysfakcję, dlatego zapisałam się na studia. „Architektura Krajobrazu „. Pamiętam moja przyjaciółka mi mówiła: „następne studia? Ty się weź do pracy!” Już na studiach poczułam, że to to. Tworzenie czegoś posługując się materią żywą, kreatywnością i techniką to zajęcie interdyscyplinarne w którym zawsze są jakieś wyzwania. W międzyczasie zaszłam w ciążę, brakowało mi rok do zakończenia studiów, a partner mieszkał na wiosce 300km dalej. Dlatego do 8 mca ciąży zostałam w Warszawie sama aby chodzić na studia, potem się przeprowadziłam. Na egzaminy końcowe pojechałam gdy mała miała 2 mce i udało mi się zdać. Zostało pisanie pracy dyplomowej. Zajęło mi to rok przy małym dziecku i nie będę pisała ile mnie to kosztowało. W końcu udało się, mam dyplom:) Powrotu do pracy już nie miałam, bo firma splajtowała i wiedziałam, że nie zmienię raz podjętej decyzji. Zresztą chce być przy dziecku jak najwięcej czasu, nie mamy babci ani rodziny blisko. Otworzyłam działalność korzystając z dofinansowania z Urzędu Pracy i teraz tylko muszę ją rozkręcać. Wiem, że pierwszy, drugi rok będą trudne, zapewne przyniosą straty, ale wpisane mam to w ryzyko. Mam obawy oczywiście i chciałbym mieć jak kiedyś spore miesięczne przychody, ale muszę przeczekać trudny okres, aby kiedyś cieszyć się niezależnością finansową. Tata nas wspiera dotychczas i jakoś leci..W międzyczasie tłumaczę ale główną działalnością jest projektowanie ogrodów.

Połączenie życia zawodowego z bycia Mamą jest trudne. Mamy pracujące na etacie często muszą chodzić na zwolnienia, a te które mogą liczyć na pomoc babci są szczęściarami. Nie wspominając o wszystkich źle przespanych nocach czy o karmieniu piersią. Niekiedy Matki szukające pracy są dyskryminowane, choć powinno być na odwrót, gdyż dowiódło się, że właśnie Matki to pracownice na medal: odpowiedzialne, zorganizowane, rzetelne. Jesteśmy lepszymi pracownikami niż niejeden mężczyzna czy bezdzietna kobieta, bo odpowiedzialność i szybkość to nasza dewiza. Wiele kobiet decyduje się na pozostanie w domu i prace z domu. Ja spróbuję i zobaczymy. Przynajmniej dopóki mieszkam na wsi:) Życzę sobie i Wam wytrwałości w łączeniu życia zawodowego z matczynym😘

Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano , , , , , , , , , ,

Świąteczne pozdrawienia z Frankfurtu

Przyjechałyśmy do taty na Święta do miasteczka pod Frankfurtem, aby spędzić rodzinnie ten specjalny czas. Niunia ma bardzo dobry kontakt z tatą, lepszy niż ja;) Małe, czyste i zadbane miasteczko na północy Frankfurtu – Sulzbach zrobiło dobre wrażenie. Architektura niska z małymi ogródkami i wszystko pod nosem.. Restauracja, kawiarnia, sklep, apteka, chińszczyzna, pizzeria i park ze stawem i kaczkami. Tyle, że pogoda tragedia, 2 na 3 dni pada.. ja się nie przygotowałam, tzn. małej nic nie wzięłam i większość czasu przesiedziałyśmy w domu:( Ja się stresuję że mała niema kontaktu z rówieśnikami bo w taką pogodę trudno znaleźć dzieci na placu zabaw. Więc któregoś dnia zabraliśmy ją do sali zabaw https://halligalli-kelkheim.de/ Oczywiście pojechaliśmy też do Frankfurtu gdzie akurat w centrum był targ świąteczny i kupę ludzisk. Trudno było chodzić z wózkiem. Podpytałam mamę z Ukrainy, którą poznałam w parku jak im się żyję we Frankfurcie (jej i jej amerykańskiemu mężowi). Stwierdziła, że najtrudniej to znaleźć znajomych czy przyjaciół w Niemczech, tym bardziej we Frankfurcie, gdzie wszyscy tylko podążają za kasą i są bardzo zamknięci. Poza tym kasa i jakość życia ok. My rozważamy co dalej robić. Mój partner chce zostać ze względu na dobrą pracę, a potem emeryturę, a ja nie mam ochoty już uczyć się nowego języka i być znowu „na emigracji”, dlatego między nami jest niepewność, ale o tym czy się przeprowadzę jeszcze będę myśleć, to przecież bardzo ważna decyzja. Minusów jest bardzo bardzo dużo, a plusów to widzę tylko 2: kasa i rodzina razem. A ja potrzebuje czegoś więcej, ale to na inny wpis.

Jarmark świąteczny na placu Romer
Jarmark świąteczny na placu Romer, Frankfurt

Niemcy jako ludzie są uprzejmi, wychowani, co miło mnie zaskoczyło, ale wymagają znajomości ich języka, jak nie mówisz po niemiecku to tak jak ja odczuwam dystans. Zaczepiają moją córeczkę, uśmiechają się i naprawdę miło. To w miasteczku. Jeszczce 1 rzecz przykuła moją uwagę, to klimat i czyste powietrze, którego tak bardzo mi brakuje pod Krakowem. Klimat jest łagodniejszy niż w Polsce.

W centrum handlowym Taunus

Kupiliśmy choinkę i bombki i lampki, od razu cieplejszy nastrój. Jutro Wigilia.. jeszcze nie wiem co przygotuję.. Napewno jakąś rybę nie będę gotować dużo bo my dużo nie jemy. Następnie przyjeżdża rodzina od tatka .. Co mnie bardzo cieszy bo ja na dłuższą metę się nudzę jak tylko jesteśmy my:) taka jestem.. Lubię spotykać się biesiadowac, smiać z ludźmi. Jestem podekscytowana tymi świętami w nowym miejscu.. Życzę Wam Mamusie wesołych i spokojnych świąt w gronie najbliższych.. Do następnego… :*

Opublikowano madre a los 40, Mama po 40, Późne macierzyństwo | Otagowano , , , , ,

Jak ustawić tatę do pomocy przy dziecku?

Nie wiem jak u Was bo różne są domy i kobiety ale ja nie lubię prac domowych, bo dla nie to strata czasu…Ale ktoś to musi robić, bo w syfie żyć się nie da. Ja Matka i tata dziecka nie możemy się dogadać w wielu kwestiach. Tu niby chcemy dobra dla całej familii, a tu każde broni swojego ego i chciałby żyć jak kiedyś, czyli wychodzenie do restauracji kiedy się chce, praca, mało czasu w domu to i mało sprzątania, ale tak dalej się nie da bo pojawiła nam się kruszynka, która po restauracjach w nocy raczej chodzić nie będzie z nami! Fakt, że dziecko z jednej strony pogłębiło tylko nasze uczucie, ale z drugiej nadmiar obowiązków z jakimi się zmierzyliśmy w wieku 40 lat nas przerósł i też przyczynił się do częstszych sprzeczek. Ja już w ciąży zastanawiałam się jak to tata będzie współuczestniczył w obowiązkach domowych i dzwoniłam do starszych Mam po poradę. I słyszałam: „Zostawiaj go samego z córeczką, pokaż jak nakarmić, przewinąć itd” I tak robiłam, a tatko na początku bez większych oporów rzetelnie uczył się wszystkiego. Nagle musiał zacząć kąpać, przewijać dziecko, zmywać naczynia bo ja to na nim troszkę wymusiłam czując się pokrzywdzona jako kobieta, która sama ma to wszystko robić choć i tak już przecież zajmuje się dzieckiem. Ja wychodzę z założenia że tata, mąż czy niemąż powinien uczestniczyć choćby w małym stopniu w tych „domowych sprawach”, przecież też jest rodzicem i domownikiem.. tak bardzo podoba mu się równouprawnienie (aż za bardzo) to proszę. Tata ma inną kulturę bo jest Hiszpanem i to też nie pomaga nam dziś w zrozumieniu jak dzielić się tymi obowiązkami. Bo propaguje równouprawnienie w zarabianiu, w tym, że kobieta musi być niezależna itd., ale do obowiązków i do tego, że czasu dla siebie prawie niema przy małym dziecku to jakoś trudno było się przekonać;) W Hiszpanii, z tego co on znał ze swojego własnego domu, że mama wszystkim się zajmowała. Często, prawie codziennie stołował się u Mamy już jako dorosły. I tak dziś, może chciałby taką mamę zobaczyć we mnie, ale ja też jestem wygodnicka i sama bym też chciała taką mamę, albo pomoc:) A skoro się nie da to obowiązki trzeba podzielić między sobą, te nasze domowe i te przy dziecku. Tata dostał codzienne zmywanie naczyń i sprzątanie łazienki i ubikacji raz w tygodniu, ja ogarniałam resztę. A przy dziecku przewijanie i kąpanie na zmianę. Na początku bywało tak jakby nie zauważył, że mała zrobiła kupę choć czuć było ewidentnie i wtedy prosiłam przypominałam grzecznie: „Kochanie Twoja kolej”. Jak od czasu do czasu pobrudził się kupą, klął jak szewc, a ja się uśmiechałam do siebie myśląc: „Widzisz kochanie przez co przechodzimy , My kobiety?” Takie pomaganie przy dziecku wzbudza jeszcze większą więź ojca do dziecka, tata lepiej poznaje swoje dziecko. Jednego razu jak mała miała 3 miesiące miałam bardzo ważny egzamin 300 km od miejsca zamieszkania i musiałam być. Wiedziałam, że tata jest wprawiony w opiece nad córeczką i da sobie radę. Niewiele się zastanawiałam, ściągnęłam mleko, podzieliłam na dawki i pojechałam. Poradził sobie ze wszystkim, to nic, że co chwilę dzwonił, ale słyszałam w jego głosie, że był bardzo zaangażowany i bardzo się starał. Są takie kobiety, które nawet nie chcą by mężczyzna widział je przy porodzie i odsuwają go od tych matczynych rzeczy, ale to chyba już mniejszość. Ja nie jestem za tym, aby spędzać swój czas na sprzątaniu , gotowaniu itd, ale skoro nie stać na pomoc niestety.. musimy my:) Może nasze dzieci nie będą musiały tego robić, bo będą je wyręczać wszechobecne roboty i życzę im tego, aby miały więcej czasu na swoje pasje, życie, radość i spędzanie czasu bardziej ciekawie:)


A dziś to taty z nami niema bo pracuje w Niemczech. i zostałam sama z tym całym bajzlem;) Przyznaję, jestem przemęczona samotnym wychowywaniem ale to przejściowe, już ja sobie to odbije:)

Notatka na marginesie | Opublikowano by | Otagowano , , , , | 4 Komentarze

Mała bije

La imagen tiene un atributo ALT vacío; su nombre de archivo es img_20191205_071145-2.jpeg

Wczoraj „ciocie” w żłobku mi powiedziały, że mała pobiła jedną z nich, jak straciła cierpliwość gdy ciocia coś tam jej nie dała. Już we wrześniu jak zmieniła żłobek mała mnie oklepywała po głowie ale oduczyłam ja szybko za każdym razem jak podnosiła rączki ja ją za nie łapałam dosyć dosadnie i mówiąc poważnie, że nie wolno. Myślę że podejrzała w żłobku bo ja nie mam z kim się bić, bo tata jest w Niemczech 🙂 Skąd ona w ogóle wiedziała że bicie istnieje? Gdzie to podejrzała? W bajce? Takie pytania mi się nasuwają. Staram się kontrolować co widzi w telewizji, w ogóle mam chopla na punkcie jej wychowania. W końcu mam 40 lat i jestem perfekcjonistką. Na początku byłam wściekła, że bije, pomyślałam sobie, że może mam dziecko o złym charakterze i jeszcze tego mi brakowało! Ale myślę, że bunt dwulatka plus jej silny charakter (bo mogę tak już spokojnie określić) tworzą mieszankę wybuchową momentami. Trochę poczytałam o tym jak dwulatki nie mogą poradzić sobie z emocjami i stąd te wybuchy. Brak ojca pewnie też ma na to wpływ. Ja w większości czasu jestem przemęczona i poirytowana a mała zapewne to wyczuwa. ” Ciocie” również twierdzą, że wymusza, a jak coś chce i widzi że płaczem się nie da to robi z siebie poszkodowaną i twierdzą, że w życiu sobie poradzi, bo już wie jak manipulować:)! No, to choć tyle pocieszenia w tej całej sytuacji, bo starzy odejdą jak będzie młoda i musi wiedzieć jak dawać sobie radę w tym trudnym świecie. Ciocie wtedy ją ignorują i mała widząc, że z nimi nic nie ugra uspokaja się i wraca do zabawy. Znam to z domu, to wymuszanie. Rzuca się na podłogę przy byle okazji, ale już nauczyłam się ignorować, bo jeżeli interweniuje to jest gorzej. Często dostaje takich spazmów i ataków płaczu ze złości, że ja nie reaguje na jej zachowanie, ale czasami muszę podejść i ją pocieszać, bo nie uspokaja się sama i ten płacz jest taki przejmujący. Zastanawiam się, jak takie małe dziecko może mieć już tak ukierunkowane gusta, zachcianki , tak dobrze wiedzieć czego chce a czego nie. Skoro już teraz potrafi tak dobrze to komunikować i nawet często wymuszać. Przyznam, martwi mnie to i denerwuje, ale mam nadzieje, że to minie, że to bunt dwulatki bo gdybym miała to cały czas chybabym oszalała. Wiem, że jeszcze jest czas, ale wizja takiej rozbuntowanej nastolatki w domu mnie przeraża, bo już dziś jak czegoś nie chce to nie i koniec. I zastanawiam się – ” Jak ja sobie do cholery poradzę z małolatą kiedy będę miała 60 lat? No nie poradzę sobie”. Takie scenariusze przewijają mi się przez głowę, jak widzę, a raczej słyszę, co się dzieję u sąsiadki, która ma w domu nastolatkę. Tam też ojca niema, a młoda, ma chyba 14 lat, kłóci się co noc z Matką, wychodzi sobie wieczorami , itd. Jej Mama skarży mi się, że nie może sobie z nią poradzić. Myślę sobie- „Nie mogę dopuścić do tego, aby moja tak się zachowywała, przecież wszystko w moich rękach”. Wychowanie dziecka to takie trudne zadanie jakie musi spełnić każda Matka i przejść przez wszystkie te okresy. Jak sobie ponarzekam do koleżanki czy niedoszłej teściowej to często słyszę: „Jeszcze wszystko przed Tobą” – to żadne pocieszenie. Poczekamy, zobaczymy jakie to przygody z naszymi pociechami mamy do przeżycia;)

Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano , ,

Dziecko mnie skopało w nocy

Temat spania czy nie w jednym łóżku z dzieckiem jest tematem kontrowersyjnym z tego co zdążyłam się zorientować.. Według Taty, który jest Hiszpanem i jego Mamy to nie przystoi spać z dzieckiem, ale gdy jego niema to nie ma on nic do gadania, a poza tym toleruje to nawet jak jest to i tak jak mała płacze biorę ją do nas. Pobuszowałam w necie na polskich i hiszpańskich stronach, aby sprawdzić, czy może ja naprawdę robię coś co według „nowych czasów” może zaszkodzić dziecku lub mnie. Ja pamiętam, że spałam z Mamą. Oczywiście nie myślę spać z dzieckiem w wieku 4 czy 5 lat, bo myślę, że już wtedy jest za duże, ale jak będzie przychodzić to jej nie wygonię. Wyciągnęłam wnioski takie, że uczeni i psycholodzy nie zalecają spać z dzieckiem więcej niż do 1 roku życia, gdyż dziecko może wyrastać bojąc się spać same i to może odbić się na jego poczuciu bezpieczeństwa w przyszłości. Nie wiem,, nie przekonują mnie takie argumenty tak na 100 %. Dziecko w pierwszych 3 latach potrzebuje bliskości najbardziej. Jestem zdania, że dziecko już w pewnym wieku (nie wiem w jakim, pewnie zależy od dziecka) zrozumie, że powinno spać same, jeżeli choć trochę rodzice będą mu to tłumaczyć i próbować będą usypiać go w jego łóżeczku, czy pokoju. Córeczka ma 22 miesiące i waży ok 11kg, jest malutka, dlatego cały czas ma łóżeczko. I w tym łóżeczku był czas, że sama zasypiała, jak Tata był w domu, nieraz trzeba było ją usypiać na dużym łóżku i następnie przenieść, ale przesypiała całe noce. Jak Tata jest w Niemczech Mama usypia ją na dużym łóżku (które mała bardzo lubi) i następnie kładzie w łóżeczku. Mała lubi łóżko duże bo tam jest duża kołdra i duże poduszki, a ona uwielbia się w nich turlać. W dużym łóżku też są barierki, aby mała nie spadła. Jak Mama idzie spać to mała śpi w łóżeczku, dopiero jak się przebudzi lub się kręci bardzo, lub jak Mama wstanie kilka razy aby małą nakryć kołdrą, to Mama postanawia córeczkę wziąć do siebie do łóżka. A bywa i tak, że mała płacze i wyciąga rączki do Mamy, aby ją zabrała do siebie do łóżka. I jak takiej nie zabrać? I spokojnie zasypia przy Mamie. Gdzieś po 2-3 godzinach, ok 4.00h córeczka zaczyna kręcić się, turlać się, zmieniać miejsce, a Mamie włącza się tryb „czuwania” i tylko sprawdza czy nie jest odkryta i jest zawsze! Mama ją przykrywa, a za 5 min mała już jest na kołdrze. Szlak Mamę trafia bo nie może zasnąć ze świadomością, że córeczka będzie spać odkryta. Mimo, że pajacyk jest ocieplany i tak wydaje mi się, że ma zimno, bo w sypialni mam 20-21 C. No, ale to nie tylko odkrywanie się nie daje mi spać. Przy tym turlaniu się po cały łóżku często dostaje kopa lub ręką w głowę, w żebra, w plecy. Na pewno to znacie drogie Mamy 😉 Cholera, jak już staram się znowu zasnąć i wpadam w sen, nagle a to z kopa a to z łokcia! I tak wiele razy. Sama nie wiem co robić, bo nie mogę odłożyć jej do łóżeczka bo histerii by dostała.

Ale zrobię coś, co raz już pomogło. Mianowicie z koca zwiniętego w rulon zrobiłam przegrodę między nami i tamtej nocy miałam spokój. Mała zmienia pozycje co chwila, leży w poprzek i często ląduje pod moimi nogami, a tam to już jak przesunie się w kierunku krańca łóżka może spaść, bo moje nogi nie są takie długie jak łóżko, choć te ma 200/220m. Do tego zwyczajnie mogę ją kopnąć.

Chciałam ją mieć przy sobie i nie widzę nic w tym złego, ona też to lubi. A szczególnie teraz, kiedy jej łóżeczko jest już za małe na jej turlanie i przekładanie się, zawsze ląduje główką pod samymi szczebelkami, dzięki ochraniaczom nie poobija sobie twarzy o te drewniane szczebelki.

Może jedynym sposobem na to, aby znowu zaczęła spać spokojnie w swoim łóżku to wymiana jego na większe, bo to już ten czas. Teraz są takie piękne łóżeczka malowane w różne ciekawe postacie. Zapewne będzie dobrze czuć się w takim już otwartym łóżku, jak dorosła, a Mama w końcu się wyśpi;) Bo choć kładę się wcześnie , ok 22-23, to od 4.00 dla mnie już niema spania tylko próby zaśnięcia, a rano jestem wkurzona.

Więc zalety spania są niezliczone: dziecko czuje się bezpiecznie, jesteśmy blisko, choć zawsze na odległość 20-30 cm, mogę ją poprawić, przykryć, uspokoić jednym gestem.

Minusy mogą być oprócz mojej własnej wygody i niewyspania, że dziecko w przyszłości będzie się bało spać same. Dlatego ja postaram się nie brać niuni do mojego łóżka w środku nocy, tylko nad ranem..takie jest moje postanowienie…ale nic na siłę:)

Notatka na marginesie | Opublikowano by | Otagowano , , | Dodaj komentarz