Mała bije

La imagen tiene un atributo ALT vacío; su nombre de archivo es img_20191205_071145-2.jpeg

Wczoraj „ciocie” w żłobku mi powiedziały, że mała pobiła jedną z nich, jak straciła cierpliwość gdy ciocia coś tam jej nie dała. Już we wrześniu jak zmieniła żłobek mała mnie oklepywała po głowie ale oduczyłam ja szybko za każdym razem jak podnosiła rączki ja ją za nie łapałam dosyć dosadnie i mówiąc poważnie, że nie wolno. Myślę że podejrzała w żłobku bo ja nie mam z kim się bić, bo tata jest w Niemczech 🙂 Skąd ona w ogóle wiedziała że bicie istnieje? Gdzie to podejrzała? W bajce? Takie pytania mi się nasuwają. Staram się kontrolować co widzi w telewizji, w ogóle mam chopla na punkcie jej wychowania. W końcu mam 40 lat i jestem perfekcjonistką. Na początku byłam wściekła, że bije, pomyślałam sobie, że może mam dziecko o złym charakterze i jeszcze tego mi brakowało! Ale myślę, że bunt dwulatka plus jej silny charakter (bo mogę tak już spokojnie określić) tworzą mieszankę wybuchową momentami. Trochę poczytałam o tym jak dwulatki nie mogą poradzić sobie z emocjami i stąd te wybuchy. Brak ojca pewnie też ma na to wpływ. Ja w większości czasu jestem przemęczona i poirytowana a mała zapewne to wyczuwa. ” Ciocie” również twierdzą, że wymusza, a jak coś chce i widzi że płaczem się nie da to robi z siebie poszkodowaną i twierdzą, że w życiu sobie poradzi, bo już wie jak manipulować:)! No, to choć tyle pocieszenia w tej całej sytuacji, bo starzy odejdą jak będzie młoda i musi wiedzieć jak dawać sobie radę w tym trudnym świecie. Ciocie wtedy ją ignorują i mała widząc, że z nimi nic nie ugra uspokaja się i wraca do zabawy. Znam to z domu, to wymuszanie. Rzuca się na podłogę przy byle okazji, ale już nauczyłam się ignorować, bo jeżeli interweniuje to jest gorzej. Często dostaje takich spazmów i ataków płaczu ze złości, że ja nie reaguje na jej zachowanie, ale czasami muszę podejść i ją pocieszać, bo nie uspokaja się sama i ten płacz jest taki przejmujący. Zastanawiam się, jak takie małe dziecko może mieć już tak ukierunkowane gusta, zachcianki , tak dobrze wiedzieć czego chce a czego nie. Skoro już teraz potrafi tak dobrze to komunikować i nawet często wymuszać. Przyznam, martwi mnie to i denerwuje, ale mam nadzieje, że to minie, że to bunt dwulatki bo gdybym miała to cały czas chybabym oszalała. Wiem, że jeszcze jest czas, ale wizja takiej rozbuntowanej nastolatki w domu mnie przeraża, bo już dziś jak czegoś nie chce to nie i koniec. I zastanawiam się – ” Jak ja sobie do cholery poradzę z małolatą kiedy będę miała 60 lat? No nie poradzę sobie”. Takie scenariusze przewijają mi się przez głowę, jak widzę, a raczej słyszę, co się dzieję u sąsiadki, która ma w domu nastolatkę. Tam też ojca niema, a młoda, ma chyba 14 lat, kłóci się co noc z Matką, wychodzi sobie wieczorami , itd. Jej Mama skarży mi się, że nie może sobie z nią poradzić. Myślę sobie- „Nie mogę dopuścić do tego, aby moja tak się zachowywała, przecież wszystko w moich rękach”. Wychowanie dziecka to takie trudne zadanie jakie musi spełnić każda Matka i przejść przez wszystkie te okresy. Jak sobie ponarzekam do koleżanki czy niedoszłej teściowej to często słyszę: „Jeszcze wszystko przed Tobą” – to żadne pocieszenie. Poczekamy, zobaczymy jakie to przygody z naszymi pociechami mamy do przeżycia;)

Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano , ,

Dziecko mnie skopało w nocy

Temat spania czy nie w jednym łóżku z dzieckiem jest tematem kontrowersyjnym z tego co zdążyłam się zorientować.. Według Taty, który jest Hiszpanem i jego Mamy to nie przystoi spać z dzieckiem, ale gdy jego niema to nie ma on nic do gadania, a poza tym toleruje to nawet jak jest to i tak jak mała płacze biorę ją do nas. Pobuszowałam w necie na polskich i hiszpańskich stronach, aby sprawdzić, czy może ja naprawdę robię coś co według „nowych czasów” może zaszkodzić dziecku lub mnie. Ja pamiętam, że spałam z Mamą. Oczywiście nie myślę spać z dzieckiem w wieku 4 czy 5 lat, bo myślę, że już wtedy jest za duże, ale jak będzie przychodzić to jej nie wygonię. Wyciągnęłam wnioski takie, że uczeni i psycholodzy nie zalecają spać z dzieckiem więcej niż do 1 roku życia, gdyż dziecko może wyrastać bojąc się spać same i to może odbić się na jego poczuciu bezpieczeństwa w przyszłości. Nie wiem,, nie przekonują mnie takie argumenty tak na 100 %. Dziecko w pierwszych 3 latach potrzebuje bliskości najbardziej. Jestem zdania, że dziecko już w pewnym wieku (nie wiem w jakim, pewnie zależy od dziecka) zrozumie, że powinno spać same, jeżeli choć trochę rodzice będą mu to tłumaczyć i próbować będą usypiać go w jego łóżeczku, czy pokoju. Córeczka ma 22 miesiące i waży ok 11kg, jest malutka, dlatego cały czas ma łóżeczko. I w tym łóżeczku był czas, że sama zasypiała, jak Tata był w domu, nieraz trzeba było ją usypiać na dużym łóżku i następnie przenieść, ale przesypiała całe noce. Jak Tata jest w Niemczech Mama usypia ją na dużym łóżku (które mała bardzo lubi) i następnie kładzie w łóżeczku. Mała lubi łóżko duże bo tam jest duża kołdra i duże poduszki, a ona uwielbia się w nich turlać. W dużym łóżku też są barierki, aby mała nie spadła. Jak Mama idzie spać to mała śpi w łóżeczku, dopiero jak się przebudzi lub się kręci bardzo, lub jak Mama wstanie kilka razy aby małą nakryć kołdrą, to Mama postanawia córeczkę wziąć do siebie do łóżka. A bywa i tak, że mała płacze i wyciąga rączki do Mamy, aby ją zabrała do siebie do łóżka. I jak takiej nie zabrać? I spokojnie zasypia przy Mamie. Gdzieś po 2-3 godzinach, ok 4.00h córeczka zaczyna kręcić się, turlać się, zmieniać miejsce, a Mamie włącza się tryb „czuwania” i tylko sprawdza czy nie jest odkryta i jest zawsze! Mama ją przykrywa, a za 5 min mała już jest na kołdrze. Szlak Mamę trafia bo nie może zasnąć ze świadomością, że córeczka będzie spać odkryta. Mimo, że pajacyk jest ocieplany i tak wydaje mi się, że ma zimno, bo w sypialni mam 20-21 C. No, ale to nie tylko odkrywanie się nie daje mi spać. Przy tym turlaniu się po cały łóżku często dostaje kopa lub ręką w głowę, w żebra, w plecy. Na pewno to znacie drogie Mamy 😉 Cholera, jak już staram się znowu zasnąć i wpadam w sen, nagle a to z kopa a to z łokcia! I tak wiele razy. Sama nie wiem co robić, bo nie mogę odłożyć jej do łóżeczka bo histerii by dostała.

Ale zrobię coś, co raz już pomogło. Mianowicie z koca zwiniętego w rulon zrobiłam przegrodę między nami i tamtej nocy miałam spokój. Mała zmienia pozycje co chwila, leży w poprzek i często ląduje pod moimi nogami, a tam to już jak przesunie się w kierunku krańca łóżka może spaść, bo moje nogi nie są takie długie jak łóżko, choć te ma 200/220m. Do tego zwyczajnie mogę ją kopnąć.

Chciałam ją mieć przy sobie i nie widzę nic w tym złego, ona też to lubi. A szczególnie teraz, kiedy jej łóżeczko jest już za małe na jej turlanie i przekładanie się, zawsze ląduje główką pod samymi szczebelkami, dzięki ochraniaczom nie poobija sobie twarzy o te drewniane szczebelki.

Może jedynym sposobem na to, aby znowu zaczęła spać spokojnie w swoim łóżku to wymiana jego na większe, bo to już ten czas. Teraz są takie piękne łóżeczka malowane w różne ciekawe postacie. Zapewne będzie dobrze czuć się w takim już otwartym łóżku, jak dorosła, a Mama w końcu się wyśpi;) Bo choć kładę się wcześnie , ok 22-23, to od 4.00 dla mnie już niema spania tylko próby zaśnięcia, a rano jestem wkurzona.

Więc zalety spania są niezliczone: dziecko czuje się bezpiecznie, jesteśmy blisko, choć zawsze na odległość 20-30 cm, mogę ją poprawić, przykryć, uspokoić jednym gestem.

Minusy mogą być oprócz mojej własnej wygody i niewyspania, że dziecko w przyszłości będzie się bało spać same. Dlatego ja postaram się nie brać niuni do mojego łóżka w środku nocy, tylko nad ranem..takie jest moje postanowienie…ale nic na siłę:)

Notatka na marginesie | Opublikowano by | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Mamo, jak tam Twój kręgosłup?

Ból kręgosłupa to przyjaciel wszystkich Mam. Towarzyszył mi od 8 miesiąca ciąży do niedawna, kiedy niunia miała 1 rok i 7 miesięcy, mniej więcej. Najgorzej było w okresie tak do 6 miesięcy po urodzeniu, pamiętam, że chodziłam na rehabilitację.. cóż Matka w tym wieku musi liczyć się z tym, że gnatom nie podoba się to, że muszą dźwigać dodatkowe kilogramy i gimnastykować się przy schylaniu (np. po zabawki, ciuszki itd). Myślałaś kiedyś o tym ile razy musisz się schylić przy dziecku? Ja policzyłam i w ciągu jednego dnia ok 20 razy! I tak przez miesiące! Ja już młoda nie jestem, co więcej   20 lat temu zaliczono by mnie do wieku średniego, dziś zresztą też, ale nie mówi się w taki sposób;)    

        To, ile wagi nabrałaś podczas ciąży nie jest bez znaczenia. Osobiście dużo przytyłam, bo 18kg przy wzroście 158cm. Także kręgosłup i kolana były obciążone. Przed ciążą byłam aktywna fizycznie: ćwiczyłam jogę i chodziłam na basen. Po porodzie już tak był sfatygowany, że nie miałam już siły na basen. Dlatego jak poszłam do ortopedy w Krakowie jak córeczka miała 4 miesiące i powiedział, że mam dyskopatię, byłam w szoku! Jak to? Taki pięknie rozciągnięty i wzmocniony basenem i tak łatwo wypadł mi dysk i kiedy, bo sobie nie przypominam? Choć bolał jak cholera, mogłam się jeszcze ruszać, dźwigać i schylać. Postanowiłam poprosić o dodatkową opinię, bo kosztorys rehabilitacji w tamtym prywatnym gabinecie krakowskim nie był na moją kieszeń. Poszłam do Enelmedu i tam okazało się, że nie mam dyskopatii tylko mocno obciążony odcinek lędźwiowy, skierowano mnie na rehabilitacje. Pan ortopeda z prywatnego gabinetu okazał się zwykłym oszustem i chciał mnie naciągnąć na drogą rehabilitacje (choć bardzo dobre miał opinie)! Przyznam, pochodziłam trochę do Enlmendu, ale nie skończyłam rehabilitacji, bo musiałam bardzo daleko dojeżdżać i traciłam dużo czasu, a ćwiczenia które mi pokazano mogłam wykonywać w domu.  

Jednakże szukałam też innych alternatyw w domu. Choć ćwiczyłam i rozciągałam się wiedziałam, że potrzebuje pomocy. Gdy bolą plecy lekkie ćwiczenia, joga czy basen są najbardziej wskazane. Szukałam i trafiłam na jogę pleców Pani Mostowskiej. Nie robię reklamy, bo tej Pani nie znam, ale mi pomogły te ćwiczenia i szczerze Tobie polecam. Są proste, dla początkujących, to tylko 15 minut dziennie, ale kręgosłup będzie wdzięczny, pięknie się rozciąga i relaksuje.

Mój ból minął choć obciążenie nie do końca, bo dźwiganie, schylanie  i pchanie wózka pod górę (mieszkam na górce), niestety nie. Odczuwałam go jeszcze jak mała miała 1 i 7 miesięcy, czyli licząc od początku od 8 miesiąca ciąży to razem rok i 9 miesięcy bólu kręgosłupa. Dlatego Mamo jak boli Cię kręgosłup to nie zaniedbuj go, bo to najważniejszy dźwig naszego ciała i musi nam służyć do końca. Widziałam Mamy, które tak obciążyły kręgosłup, że już do końca życia będę miały problemy lub musiały się operować. Lepiej zapobiegać niż potem operować. Wzmacniaj i rozciągaj go, poświęć kilka minut, a będzie Ci służył do końca:)  

Dziś, kiedy malusia ma już 1 i 10 miesięcy i może przyjść do mnie, nie muszę jej dźwigać po schodach, bo wchodzenie na 1 piętro to dla niej zabawa, a kręgosłup już   mnie nie boli, choć ja nadal ćwiczę.

Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano , , , , , , , , ,

Zabawy z dzieckiem

Cześć Mamuśki,

pewnie mało z Was jest w podobnej sytuacji jak ja, nie dość, że samotnie wychowująca matka to jeszcze mam jedynaczkę w domu i muszę jej robić za Tatę, rodzeństwo i ciocię z przedszkola, gdy zostaje w domu w taki dzień jak dziś, czyli w święta czy niedzielę.

Dziś moja mała ma 21 miesięcy, jest dzieckiem, które może chwilę pobawić się sama, ale również dopomina się, aby się nią zająć. Ja z kolei jestem osobą, która bardzo skupia się na sobie (swoich zainteresowaniach, za chwilę za rozwoju własnej działalności) i nie potrafię cały czas być skupiona na córeczce. Nieraz włączam bajki, a sama coś grzebie w komputerze, piszę itd. Ale gdy widzę lub słyszę że się nudzi to rzucam wszystko, dotykają mnie wyrzuty sumienia i zaczynamy zabawę. W zależności od wieku były to różne formy zabawy, nie będę się rozpisywać tak wstecz, tylko napomknę, że na początku z braku inicjatywy zakupiłam polecaną książkę o zabawach: Zabawy fundamentalne 12-24 mcy która bardzo mi pomogła. Dla pierwszej chętnej Mamy, która się zgłosi książeczkę wyślę za darmo.

Dziś wygląda to tak: układanie klocków, małych i dużych, robimy różne wieże, budowle, nakłaniam ją do stawiania klocków, choć jeszcze 2 miesiące temu było to niemożliwe, bo tylko rozwalała to co ja ustawiłam, dziś już pomaga je ustawiać. Razem rysujemy na białym papierze lub kolorowanki bardzo proste, lub robimy sobie tatuaże długopisem po rękach. Często udaje, że ją gonię i zaraz złapię, ucieka i jest kupę śmiechu. Jeszcze córeczka uwielbia tarzać się w pościeli na dużym łóżku, uwielbia dotyk kołdry i poduszek, często obrywa ode mnie poduchą i pęka ze śmiechu. Cały czas lubi bawić się swoją pieluszką tetrową nakładając ją sobie lub mi na głowę i wtedy bawimy się w pocałunki po omacku lub ściągam pieluszkę i mówię: „A kuku„, albo obie chowamy głowy pod pieluszkę i odcinamy się od świata.

Dodatkowo pokazuje jej jak usypiać i karmić jej laleczki w wózku i układam z nią te większe puzzle. Tutaj ciekawostka, w Hiszpanii moja niedoszła teściowa powiedziała mi, że kupowanie lalek, kuchenek i takich innych typowo dziewczęcych rzeczy dla dzieci tam uważane jest za sexistowskie i odchodzi się od robienia tematycznych prezentów dzieciom, aby, UWAGA, nie utożsamiać dziecka z konkretną płcią, tłumacząc lepiej,, aby dziewczynki nie uczyły się usypiania lalek czy gotowania, bo to dąży do identyfikowania się z typowo kobiecymi zachowaniami, a co jeżeli dziewczynka zechce być chłopcem? Zostawiam bez komentarza…

Jeszcze nie bardzo umie układać te puzzle, ale tłumaczę jej, a ona słucha bardzo uważnie:) Pokazałam jej również literki A, O, E , I i umie już je rozpoznawać, ale żebyście nie myślały, że już czegoś od niej wymagam, o nie, miałam na sobie koszulkę z wielkim napisem i zainteresowała się. Bawimy się również figurkami – zwierzakami i pluszakami, każde ma swoje imię i tak niunia je rozróżnia. Nie mamy ich zbyt dużo, tak do 10, nie jestem za zbieraniem nieskończonej ilości zabawek. Niektóre jeszcze chowam i wyciągam co tydzień. Ale nie jestem już pewna, że ona je zapomina, chyba już nie. Tak średnio kupuje jej 1-2 zabawki w miesiącu, bez szaleństwa:)

Teraz jej dzień to zabawa non stop, więc na spacerze od razu kieruje się na plac zabaw, gdzie są inne dzieciaki i tam daje upust swojej energii., sama na tym korzystam bo spacer, bieganie za nią to dla mnie trening jest również. Jeszcze bawimy się piłeczkami, mała próbuje kopać, wożę ją w pudełku na zabawki które jest na kółkach, tańczymy, choć coraz mniej już na rękach że względu na mój sfatygowany kręgosłup . Podrzucam ją, kręcę się z nią, naśladując samolot. Dobra zabawa jest też w wanience, gdzie pływa z nią cały zespół gumowych zwierzątek.

Reasumując, nie sądziłam, że zabawy z dzieckiem mogą być takie zabawne, dawać tyle radości i tak relaksować. Często śmiejemy się razem do rozpuku, a wiadomo jak śmiech działa rozluźniająco! Tu się zmęczę przy pracy przy niej tu się rozluźnię i rachunek wychodzi na 0;).

I po tych wszystkich zabawach bawię się z nią w sprzątanie, czyli razem zbieramy te klocki i zabawki do pudełek. Zachęcam ją do pomagania mi położenia zabawek spać:)

Opublikowano Późne macierzyństwo | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Mamo uwierz w siebie!!!

      Cześć! dziś Wam opowiem o tym jak urodzenie dziecka zmieniło mnie z roztropnej, mało przejmującej się przyziemnymi sprawami dziewczyny w wyrafinowaną, przezorną, kalkulującą i walczącą lwice 😀 Czytaj dalej

Opublikowano madre a los 40, Mama po 40, Późne macierzyństwo, Postaw na milion | Otagowano , , , , , , ,

Mała złośnica

Ah Boże, mam małą terrorystkę w domu! Ja nie należe do cierpliwych, wcześniej to często dawałam sobie upust własnym emocjom krzykiem, wybuchami, sportem, obrażaniem sie, itd. a teraz wiem, że już niemogę, a dużo częściej jestem wyprowadzana z równowagi. Wiem, że takie zachowanie jest negowane w społeczeństwie, ale cóż, dużo przeszłami też lubie postawić na swoim. Nena już w tak niewielkim wieku bardzo dobrze wie czego chce, a czego nie, co nieraz demonstruje krzykiem i piskiem. Gdy pytam Panie w żłobku jak się zachowuje i co robi jak inne dziecko ją uderzy i zabierze zabawkę odpowiadają: „włącza się taka syrena, że wszystkie wiemy, że coś Julci się dzieje, nawet jak nie jesteśmy w pobliżu.” „Znam to” – myślę. Córeczka odkąd nauczyła się krzyczeć to krzyczy, ale jak poznała piszczenie to piszczy, do tego rzuca się na podłogę i robi „przedstawienie.” Zaczął się bunt dwulatki. Szczególnie mnie to denerwuje w nocy czy rano, jak jeszcze dobrze nie otworzę oczy, a tu krzyk połączony z piskiem…od razu włącza mi się zły humor, mała płacze z błahych jak dla mnie powodów, które dla niej są gigantyczne: bo się obudziła, bo jej niewygodnie, bo smoczek pod plecami, itd. Uspokajam ją, ale często jest tak, że ona zaśnie, a ja już nie.Wczoraj jednak przeszła samą siebie. Nie chciała zupy, choć wiedziałam, że jest głodna i podałam pomidorówką, a tę lubi. Wrr…myślę, tyle co się narobię w tej kuchni, a ona nie chce jeść. Bo naprawdę największe ataki płaczu ma przy jedzeniu. Nie jest niejadkiem, ale warzywa są beee. No nic, zaczęło się, że podałam jej zupkę i poszłam smażyć kotlety, byłam pewna, że zje. Za chwilę wracam, aby zobaczyć jak jej idzie, a ta zupa ląduję na stoliku nie do jej buzi, nawet nie celowała do buzi tylko prosto z talerza na stoliczek. Jak to zobaczyłam to szlak mnie trafił, zabrałam jej łyżeczkę i podniosłam głos i zaczęło się. Ryk w niebogłosy, więc podałam jej łyżkę zupy mówiąc: „teraz Mama Cię nakarmi„, a ona odsuwa mi rękę i płacze. Myśle sobie: „Ona nie chce, aby ją karmić, chce jeść sama„, ale musze nad nią stać, więc podaje jej łyżeczkę, a ona w większy płacz, potem mnie odsuwała jakby chciała, abym poszła, no ale ja chcę aby zjadła! I próbuje jeszcze raz, ona kręci głową na nie i płacze przeraźliwie. We mnie coś się wzbiera, ale nic, ściągam śliniak, mówie spkojnym głosem: „Jak niechcesz to nie.” Wyciągam z krzesełka, a ona w ryk i pokazuje mi na krzesełko, że chce siedzieć tam, więc spowrotem ją w te krzesełko, nie uspokaja się. „Pójdę do kuchni i poczekam, aż się spokoi „- myślę. A tu nic, jeszcze głośniej, – przerźliwy krzyk jakby coś się jej działo, staram się utrzymać moje nerwy na wodzy i przeczekać, że sama się uspokoi, ale po 3 minutach tego przeraźliwego krzyku postanawiam zobaczyć co się dzieje, zaglądam do pokoju, a ona widząc mnie bardziej płacze. Ponieważ był to atak, pomyślałam, ze lepiej wyciągne ją z krzesełka, bo jak zacznie się bujać to jeszcze spadnie z tego lekkiego ikeowskiego mebelka. Wyciągnęłam i posadziłam na podłodze, to odrazu się położyła i ryczy w niebogłosy, ja zła, że jeszcze jej nie przeszło, postanawiam, zostawić ją samą i znowu nie uspokaja się. „Cholera”– myśle, zaraz sąsiedzi pomyślą, że ją maltretuje albo co. Przypomniała mi się ta metoda usypiania dzieci w łóżeczku, nie pamiętam teraz kogo polegająca na tym, aby zostawić płaczące dziecko w łóżeczku przez 7,5 i 3 minuty, tylko wchodzić i uspakajać bez brania na ręce, aż w końcu zaśnie i matki opisywały, że trudno wytrzymać w bezruchu słysząc taki płacz, ale jak już się wytrzyma, to działa, dziecko w końcu zasypia same. Więc czekam, aż się uspokoi, mijają minuty, chęć zajrzenia do niej mnie przerosła i zaglądam, a ona patrzyła w stronę drzwi, jakby czekając na mnie, ale zaczyna dalej drzeć się. Złość mnie bierze, że sie nie uspokaja i jednocześnie zaczynam sie marwić, czy naprawdę jej nic nie jest, choć znam ją dobrze i wiem, że to jest objaw złości. Mówię do niej:„Mama idzie do kuchni, a ty proszę uspokuj się.” Ale ta taktyka okazała się zawodna, widziałam w jej oczach zawód. Ten krzyk był taki przerażający, taki prawdziwy, że byłam zdezorientowana i zastanawiałam się co chce mi powiedzieć albo co jest grane bo już to trwało myśle ok 10-15min, choć wydawalo mi, że z pół godziny, z krzykiem podniosła się na nogi, a ja poszłam do kuchni z bólem serca. Przyszła za mną i wedy już nie wytrzymałam, ukucnęłam i wyciągnęłam ręce mówiąc: „Chodź na przytulaski„, skierowała się do mnie, ale po chwili przystanęła jakby nie była pewna i patrzyła oczami zbitego psa i cofnęła się. Byłam w szoku, więc jeszcze raz powtórzyłam aby przyszła i przyszła w objęcia, ale ciągle płakała. Przytuliłam te małe drżące ciałko i zaczęłam bujać śpiewając. W końcu uspokoiła się. Poczułam się lepiej ale zarazem jakbym poniosła klęskę, jakby to ona mną manipulowałą. Wiem, że to ja muszę wyznaczyć granice, ale też na bardzo duże emocje nie mogę jej narażać. To wcale nie jest łatwe, to jest bardzo trudne tak grać w emocje z małym dzieckiem, dużo łatwiej rozumiem się z dorosłym! Bardzo się również zdziwiłam, że była tak nieugięta i nie uspakajała się, gdy została sama, tak jak wcześniej. Moja starsza ciotka w rodzie mówi mi, że sprawdza mnie na ile może sobie ze mną pozwolić i że dzieci to tacy mali dyplomaci, są bardzo sprytne:)

Opublikowano dziecko, Mama po 40, Późne macierzyństwo, trudne macierzynstwo | Otagowano , , , , , | 5 Komentarzy

Wspomnienie z wakacji

Idzie zima.. Musiałam na szybko kupować małej kurteczkę, buciki, sobie też, bo okazało się że nie mamy w czym chodzić…i znowu się zaczyna noszenie tych warstw wierzchnich, rękawiczek, czapek, szalików. Matka nie dość że sobie to jeszcze dziecku musi włożyć, zdjąć kilka razy wszystkie te patałaszki np. jak wchodzimy do restauracji, sklepu czy w inne miejsce. Uf, mnie to szlak trafia.. Nie wiem nie mam cierpliwości do tego, jeszcze mała się wierci, bo chcę wyjść z wózka, czy jest jej gorąco. Szczególnie mnie denerwuje włożenie malutkich rękawiczek na malutkie paluszki:) Często zmiana temperatury jaką odczuwamy wchodząc do sklepu jest szokująca, trzeba wszystko zdejmować, często i kurtke. I tak właśnie gubię te szaliki, czapki, rękawiczki w ten sposób. Uważam, że w Polsce przegrzewamy się w budynkach, piszę o wszystkich sklepach, usługach itd. Temperatura optymalna to 21 stopni i ja taką staram się mieć w mieszkaniu. Druga rzecz która mnie męczy to ciężar jaki noszę na sobie butów, kurtki, niewygoda na szyi i w czapce. Zima jest jaka jest.. uciążliwa. Zimno i szaro i trzeba w domu siedzieć 🙂 choć w ładne, słoneczne dni uwielbiam być na zewnątrz i lubię wtedy zimę. Dlatego dziś wrzucam wspomnienie z wakacji nad polskim morzem bo udało mi się zmontować fajny krótki filmik, kolorowy i słoneczny. Wakacje z małym dzieckiem to nie są te wakacje co kiedyś bez dziecka, o nie. To czas kiedy zamiast wypoczywać szukasz cały czas atrakcji dla dziecka, aby sprawić mu przyjemność lub aby się nie nudziło, ale było cudownie…

Opublikowano Późne macierzyństwo | 3 Komentarze